6.5.15

Rozdział Piąty

Nie wiedziałam ile minęło czasu. Nie wiedziałam co w ogóle stało, ale kiedy tylko otworzyłam powieki ujrzałam siedzącego tuż obok mnie czarnoskórego chłopaka z niewielką szramą na policzku. Gdy tylko zobaczył, że mu się przyglądał wstał ze swojego krzesła i zacisnął swoje duże wargi w wąską linię.
Nie ruszaj się. – Mruknął i wyciągnął z kieszeni telefon wybierając numer. Szczerze mówiąc nie miałam nawet siły, aby się ruszać.  Łeb chciał mi pęknąć – dosłownie. Uniosłam się  na łokciu i momentalnie tego pożałowałam. Ból stał się jeszcze gorszy, więc odpuściłam. Przymknęłam powieki i dopiero teraz zorientowałam się, że jestem w jakimś obcym miejscu, z obcym facetem. Poczułam w sobie strach i niepewność. Co się do cholery stało? 
-  Oh, nasza księżniczka się już obudziła. – Męski głos uderzył do moich uszu. Otworzyłam powieki i zamarłam. Przede mną stał ten sam brunet z którym ciągle miałam nieprzyjemne sytuacje. Tak, przede mną stał Arthur. 
-  Czego ty ode mnie chcesz? – Mruknęłam niezadowolonym głosem i pokręciłam głową lekko na boki. Uniosłam dłoń zaczynając lekko masować swoją skroń. Cóż, musiałam dostać czymś ciężkim, albo po prostu bardzo mocno.
-  Myślisz, że mogłem cię tak puścić? Słuchaj, za dużo o mnie myślisz i za dużo wiesz, mała. – Posłał mi seksowny uśmiech. Skrzywiłam się niepewnie bojąc się ich ruchów. Nie odzywałam się nic, ponieważ widziałam, że chłopak tak łatwo nie ustąpi. – Chyba powinnaś dostać jakąś nauczkę, która sprawi, że zapomnisz o tym wszystkim. – Chłopak usiadł tuż obok mnie i nachylił się nad moją twarzą zaciskając usta w wąską linię. Coś wskazywało mi na to, że nie powinnam się go bać.
-  Zgrywasz się. – Mruknęłam tak po prostu. Arthur momentalnie się spiął i wyprostował. Prychnął pod nosem i pokręcił głową na boki.
-  Jak ty mało wiesz. – Przejechał palcem po moim policzku i uśmiechnął się nikle wstając. – Zostaw nas samych, Derek. – Rzucił w stronę czarnoskórego mężczyzny a on jak na rozkaz wyszedł z pomieszczenia. Czułam się jak w jakimś filmie, gdzie była więziona dziewczyna a wszyscy inni jej szukali. Jasna cholera! Przecież moja mama pewnie odchodzi od zmysłów.
-   Czemu po prostu nie możesz mnie puścić? Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie mam zamiaru lecieć z tym na policje? Koleś, nie obchodzi mnie to co robisz. Mam swoje życie. A ty jak chcesz spieprzyć swoje to rób co ci się żywnie podoba. – Mówiłam pewnym głosem, ale tak naprawdę moje serce waliło jak dzwon. Jakby zaraz miało wyrwać się z mojej piersi.  – Zrozum, że nie obchodzi mnie twoje życie. – Powtórzyłam, gdyby jeszcze do niego to nie dotarło. Arthur oparł się plecami o ścianę wciąż patrząc na mnie. Może trochę łagodniej.
-   Zaimponowałaś mi, nie powiem 
-   Przepraszam, ale w czym? W tym, że mam swoje życie? Chyba każdy je ma. – Wzruszyłam ramionami i uniosłam się na łokciu. Ból głowy dalej nie ustępował, ale odpuściłam. Przestałam zwracać na to uwagę. 
-   Tym również. Chyba będziesz mi potrzebna, skarbie. – Uśmiechnął się seksownie i zwilżył językiem swoje usta. Uniosłam brwi do góry jakbym wyczekiwała dalszej wskazówki. – Odpuszczę, jeżeli podejmiesz... pracę  u mnie – jeżeli można to tak w ogóle nazwać.
-  Nie będę robiła za dziwkę.
Kto mówił o byciu dziwką? Jesteś sprytniejsza niż mi się wydawało i masz charakterek. Nie każda dziewczyna się do tego nadaje. Los Angeles ma wiele tajemnic skarbie, a ty musisz mi pomóc je wszystkie odkryć.  Daje ci czas do jutra. W szkole masz mi dać odpowiedź. Oczywiście nie przy wszystkich. Ah, i gęba na kłódkę, -  chyba, że chcesz mieć bliższe spotkanie z Derekiem. – Jego głos z chwili na chwilę wydawał się być coraz poważniejszy co sprawiało, że miałam na skórze gęsią skórkę.
-    Ja nie wiem co ty kombinujesz, ale nie podoba mi się to. Wypuść mnie do domu. – Mruknęłam pod nosem.
-   Zapraszam. – Wskazał w stronę wyjścia. Nie wierzę, że tak łatwo poszło. Że tak łatwo pozwoli mi wrócić do domu. Podniosłam się z  - jak się okazało – łóżka i powoli wstałam. Po chwili dopiero mogłam złapać orientacje. Arthur ułożył dłoń na moim ramieniu, ale tym razem znacznie delikatniej jak za pierwszym razem i ruszył wraz ze mną w stronę wyjścia na zewnątrz. Wsiedliśmy do auta
-  Gdzie mieszkasz?
-   Wysadź mnie pod szkołą. Dojdę sama. – Wzruszyłam ramionami. Nie chciałam, aby dowiedział się, gdzie mieszkam. Bałam się, że może mnie tam nachodzić. On, czy jego kumple. Miałam mętlik w głowie. Po zapięciu pasów, chłopak ruszył i uchylił szybkę wsuwając do ust papierosa po czym sprawnie go zapalił. Nie lubiłam, gdy ktoś przy mnie palił, ale nie odezwałam się słowem.
Po upływie 10 minut znaleźliśmy się pod szkołą. Odpięłam pasy i otworzyłam drzwi. Chciałam już wysiadać, ale poczułam uścisk na swoim nadgarstku. Odwróciłam głowę w stronę Arthura a ten spojrzał w moje oczy jakby miał zamiar dowiedzieć się z nich o najmniejszym szczególe mojego życia.
-   Przemyśl to. – Rzucił szybko i puścił mój nadgarstek. Skinęłam głową – no bo co miałam lepszego zrobić? Wysiadłam na zewnątrz i chłodne powietrze momentalnie otuliło moją skórę. Wsunęłam dłoń do kieszeni swoich spodni  i okazało się, że mój telefon dalej tam widnieje. Uśmiechnęłam się pod nosem i odblokowałam ekran. Mnóstwo nieodebranych połączeń zarówno od mamy jak i Chris’a. Świetnie. Będę miała przechlapane.
Sprawnym krokiem wróciłam do domu ale okazało się, że w środku chyba nikogo nie było. Westchnęłam z ulgą i ściągnęłam buty idąc do kuchni. Oh, jak bardzo się myliłam. W pomieszczeniu siedział Chris z telefonem w ręku a mama rozmawiała z kimś przez swoją komórkę.
-   Rany boskie! Emma! – Krzyknęła i rozłączyła się. – Gdzie ty do cholery byłaś?! Wiesz jak się martwiłam?! Miałam ochotę dzwonić na policję!
-   Przepraszam, zostałam na noc u koleżanki. Rozładował mi się telefon i nie miałam jak was poinformować. Strasznie boli mnie głowa, pozwolicie, że pójdę do siebie. – Powiedziałam po cichu i nie czekając na odpowiedź weszłam po schodach na górę a następnie do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie ubrania i wsunęłam się pod kołdrę. Miałam ochotę płakać jak małe dziecko. Bałam się tego co będzie dalej. Jasna cholera, ja nie chciałam się mieszać w ich sprawy. Nie chciałam mieć żadnych problemów. Miałam zamiar iść na studia, ale jeżeli będę miała problemy z prawem to za nic w świecie nigdzie mnie nie przyjmą. Ukryłam twarz w poduszce i pociągnęłam nosem zaciskając mocno powieki nie pozwalając łzą wypłynąć na wierzch. Coraz bardziej zaczynałam żałować, że kiedykolwiek tutaj przyjechałam. A przecież tak bardzo cieszyłam się, że będę mieszkała w Los Angeles. I może dalej by tak było, gdyby nie on.

Następnego dnia z wielką niechęcią udałam się do szkoły. Wciąż nie wiedziałam co mam z tym wszystkim zrobić. A chyba najgorsze było to, że nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Nie chciałam w to wplątywać zarówno Very jak i Alexa czy też mamy. Rany, gdyby moja mama się dowiedziała to zapewne wynajęłaby dziesiątkę ochroniarzy i mimo braku pieniędzy wykupiłaby domowe nauczanie. W sumie, to nawet nie był taki zły plan.
-   Emi! – Krzyknął ktoś z końca korytarza przez co zamarłam. Odwróciłam głowę i poczułam w sercu ulgę widząc, że to Vera, która biednie w moją stronę. – Jak Ci minął weekend? – Spytała z uśmiechem na ustach. Wsunęła dłoń pod moją rękę nieco przyspieszając kroku. Zwilżyłam usta językiem i udając, że wszystko jest  w porządku sama się uśmiechnęłam.
-   Właściwie to nic ciekawego. Sprzątałam i siedziałam w domu. A ty? Co robiłaś? – Spytałam z udawanym zainteresowaniem. Gdybym mogła to najchętniej uciekłabym z tej placówki jak najdalej.
-    Byłam z rodzicami na wycieczce. Muszę cię kiedyś ze sobą zabrać. Było niesamowicie, poważnie. – Nawet nie wiedziałam kiedy rozgadała się na dobre. Od czasu do czasu kiwałam głową, aby nie zwracać na siebie uwagi. W końcu opuściła mnie mówiąc, że musi dorwać przed lekcjami nauczyciela od angielskiego. Pożegnałam się z nią i obiecałam, że spotkamy się na dłuższej przerwie. Podeszłam do swojej szafki i otworzyłam ją wyciągając ze środka książki od biologii. Westchnęłam pod nosem i przymknęłam powieki. Chyba wpakowałam się w niemałe kłopoty.
-  Zastanowiłaś się? – Męski głos zza mojej głowy dotarł do mojego ucha przez co zadrżałam. Zacisnęłam usta w wąską linię i odwróciłam się w stronę Arthura. Na twarzy wymalowany miał ten swój uśmieszek, który coraz bardziej zaczynał mnie denerwować.
-   Ja nie wiem co mam zrobić, wiesz? Jaką mam pewność, że nie wciągniesz mnie w jakieś gówno? – Spytałam niepewnie i oparłam się plecami o szafki przymykając powieki. Chłopak westchnął cicho i chwilę się zastanowił.
-   Słuchaj, nie proszę cię o pomoc jako wróg. – Wzruszył ramionami i spojrzał na zegarek. – Potrzebuje odpowiedzi. Mamy mało czasu.
-   Niech będzie. – Mruknęłam i uderzyłam się dłonią w czoło. Co ja najlepszego do cholery robiłam? Arthur skinął głową i rozejrzał się.
-  Czekaj na mnie przed szkołą. – Zakomunikował i po prostu odszedł. Pokręciłam sama do siebie głową i zamknęłam drzwiczki szafki udając się w stronę sali. Wpakowałam się w niezłe kłopoty – przynajmniej tak mi się wydawało. 


---------------------------------
I mamy 5 rozdział z głowy. Dziękuję Wam po raz kolejny za te wszystkie miłe słowa i wejścia. Jest coraz lepiej! Wiem, że rozdział był dosyć nudny, ale obiecuję, że następny będzie lepszy!
Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam na mojego twittera;  @verrecasgirl 
Obserwujcie mnie na instagramie: @verrecasgirl
Bądź pytajcie na asku: @verrecasgiirl

Oczywiście komentujcie! Mam nadzieję, że nie było tak źle. Ah i przepraszam, że tyle musieliście czekać, ale mam  coraz więcej nauki.