6.5.15

Rozdział Piąty

Nie wiedziałam ile minęło czasu. Nie wiedziałam co w ogóle stało, ale kiedy tylko otworzyłam powieki ujrzałam siedzącego tuż obok mnie czarnoskórego chłopaka z niewielką szramą na policzku. Gdy tylko zobaczył, że mu się przyglądał wstał ze swojego krzesła i zacisnął swoje duże wargi w wąską linię.
Nie ruszaj się. – Mruknął i wyciągnął z kieszeni telefon wybierając numer. Szczerze mówiąc nie miałam nawet siły, aby się ruszać.  Łeb chciał mi pęknąć – dosłownie. Uniosłam się  na łokciu i momentalnie tego pożałowałam. Ból stał się jeszcze gorszy, więc odpuściłam. Przymknęłam powieki i dopiero teraz zorientowałam się, że jestem w jakimś obcym miejscu, z obcym facetem. Poczułam w sobie strach i niepewność. Co się do cholery stało? 
-  Oh, nasza księżniczka się już obudziła. – Męski głos uderzył do moich uszu. Otworzyłam powieki i zamarłam. Przede mną stał ten sam brunet z którym ciągle miałam nieprzyjemne sytuacje. Tak, przede mną stał Arthur. 
-  Czego ty ode mnie chcesz? – Mruknęłam niezadowolonym głosem i pokręciłam głową lekko na boki. Uniosłam dłoń zaczynając lekko masować swoją skroń. Cóż, musiałam dostać czymś ciężkim, albo po prostu bardzo mocno.
-  Myślisz, że mogłem cię tak puścić? Słuchaj, za dużo o mnie myślisz i za dużo wiesz, mała. – Posłał mi seksowny uśmiech. Skrzywiłam się niepewnie bojąc się ich ruchów. Nie odzywałam się nic, ponieważ widziałam, że chłopak tak łatwo nie ustąpi. – Chyba powinnaś dostać jakąś nauczkę, która sprawi, że zapomnisz o tym wszystkim. – Chłopak usiadł tuż obok mnie i nachylił się nad moją twarzą zaciskając usta w wąską linię. Coś wskazywało mi na to, że nie powinnam się go bać.
-  Zgrywasz się. – Mruknęłam tak po prostu. Arthur momentalnie się spiął i wyprostował. Prychnął pod nosem i pokręcił głową na boki.
-  Jak ty mało wiesz. – Przejechał palcem po moim policzku i uśmiechnął się nikle wstając. – Zostaw nas samych, Derek. – Rzucił w stronę czarnoskórego mężczyzny a on jak na rozkaz wyszedł z pomieszczenia. Czułam się jak w jakimś filmie, gdzie była więziona dziewczyna a wszyscy inni jej szukali. Jasna cholera! Przecież moja mama pewnie odchodzi od zmysłów.
-   Czemu po prostu nie możesz mnie puścić? Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie mam zamiaru lecieć z tym na policje? Koleś, nie obchodzi mnie to co robisz. Mam swoje życie. A ty jak chcesz spieprzyć swoje to rób co ci się żywnie podoba. – Mówiłam pewnym głosem, ale tak naprawdę moje serce waliło jak dzwon. Jakby zaraz miało wyrwać się z mojej piersi.  – Zrozum, że nie obchodzi mnie twoje życie. – Powtórzyłam, gdyby jeszcze do niego to nie dotarło. Arthur oparł się plecami o ścianę wciąż patrząc na mnie. Może trochę łagodniej.
-   Zaimponowałaś mi, nie powiem 
-   Przepraszam, ale w czym? W tym, że mam swoje życie? Chyba każdy je ma. – Wzruszyłam ramionami i uniosłam się na łokciu. Ból głowy dalej nie ustępował, ale odpuściłam. Przestałam zwracać na to uwagę. 
-   Tym również. Chyba będziesz mi potrzebna, skarbie. – Uśmiechnął się seksownie i zwilżył językiem swoje usta. Uniosłam brwi do góry jakbym wyczekiwała dalszej wskazówki. – Odpuszczę, jeżeli podejmiesz... pracę  u mnie – jeżeli można to tak w ogóle nazwać.
-  Nie będę robiła za dziwkę.
Kto mówił o byciu dziwką? Jesteś sprytniejsza niż mi się wydawało i masz charakterek. Nie każda dziewczyna się do tego nadaje. Los Angeles ma wiele tajemnic skarbie, a ty musisz mi pomóc je wszystkie odkryć.  Daje ci czas do jutra. W szkole masz mi dać odpowiedź. Oczywiście nie przy wszystkich. Ah, i gęba na kłódkę, -  chyba, że chcesz mieć bliższe spotkanie z Derekiem. – Jego głos z chwili na chwilę wydawał się być coraz poważniejszy co sprawiało, że miałam na skórze gęsią skórkę.
-    Ja nie wiem co ty kombinujesz, ale nie podoba mi się to. Wypuść mnie do domu. – Mruknęłam pod nosem.
-   Zapraszam. – Wskazał w stronę wyjścia. Nie wierzę, że tak łatwo poszło. Że tak łatwo pozwoli mi wrócić do domu. Podniosłam się z  - jak się okazało – łóżka i powoli wstałam. Po chwili dopiero mogłam złapać orientacje. Arthur ułożył dłoń na moim ramieniu, ale tym razem znacznie delikatniej jak za pierwszym razem i ruszył wraz ze mną w stronę wyjścia na zewnątrz. Wsiedliśmy do auta
-  Gdzie mieszkasz?
-   Wysadź mnie pod szkołą. Dojdę sama. – Wzruszyłam ramionami. Nie chciałam, aby dowiedział się, gdzie mieszkam. Bałam się, że może mnie tam nachodzić. On, czy jego kumple. Miałam mętlik w głowie. Po zapięciu pasów, chłopak ruszył i uchylił szybkę wsuwając do ust papierosa po czym sprawnie go zapalił. Nie lubiłam, gdy ktoś przy mnie palił, ale nie odezwałam się słowem.
Po upływie 10 minut znaleźliśmy się pod szkołą. Odpięłam pasy i otworzyłam drzwi. Chciałam już wysiadać, ale poczułam uścisk na swoim nadgarstku. Odwróciłam głowę w stronę Arthura a ten spojrzał w moje oczy jakby miał zamiar dowiedzieć się z nich o najmniejszym szczególe mojego życia.
-   Przemyśl to. – Rzucił szybko i puścił mój nadgarstek. Skinęłam głową – no bo co miałam lepszego zrobić? Wysiadłam na zewnątrz i chłodne powietrze momentalnie otuliło moją skórę. Wsunęłam dłoń do kieszeni swoich spodni  i okazało się, że mój telefon dalej tam widnieje. Uśmiechnęłam się pod nosem i odblokowałam ekran. Mnóstwo nieodebranych połączeń zarówno od mamy jak i Chris’a. Świetnie. Będę miała przechlapane.
Sprawnym krokiem wróciłam do domu ale okazało się, że w środku chyba nikogo nie było. Westchnęłam z ulgą i ściągnęłam buty idąc do kuchni. Oh, jak bardzo się myliłam. W pomieszczeniu siedział Chris z telefonem w ręku a mama rozmawiała z kimś przez swoją komórkę.
-   Rany boskie! Emma! – Krzyknęła i rozłączyła się. – Gdzie ty do cholery byłaś?! Wiesz jak się martwiłam?! Miałam ochotę dzwonić na policję!
-   Przepraszam, zostałam na noc u koleżanki. Rozładował mi się telefon i nie miałam jak was poinformować. Strasznie boli mnie głowa, pozwolicie, że pójdę do siebie. – Powiedziałam po cichu i nie czekając na odpowiedź weszłam po schodach na górę a następnie do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie ubrania i wsunęłam się pod kołdrę. Miałam ochotę płakać jak małe dziecko. Bałam się tego co będzie dalej. Jasna cholera, ja nie chciałam się mieszać w ich sprawy. Nie chciałam mieć żadnych problemów. Miałam zamiar iść na studia, ale jeżeli będę miała problemy z prawem to za nic w świecie nigdzie mnie nie przyjmą. Ukryłam twarz w poduszce i pociągnęłam nosem zaciskając mocno powieki nie pozwalając łzą wypłynąć na wierzch. Coraz bardziej zaczynałam żałować, że kiedykolwiek tutaj przyjechałam. A przecież tak bardzo cieszyłam się, że będę mieszkała w Los Angeles. I może dalej by tak było, gdyby nie on.

Następnego dnia z wielką niechęcią udałam się do szkoły. Wciąż nie wiedziałam co mam z tym wszystkim zrobić. A chyba najgorsze było to, że nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Nie chciałam w to wplątywać zarówno Very jak i Alexa czy też mamy. Rany, gdyby moja mama się dowiedziała to zapewne wynajęłaby dziesiątkę ochroniarzy i mimo braku pieniędzy wykupiłaby domowe nauczanie. W sumie, to nawet nie był taki zły plan.
-   Emi! – Krzyknął ktoś z końca korytarza przez co zamarłam. Odwróciłam głowę i poczułam w sercu ulgę widząc, że to Vera, która biednie w moją stronę. – Jak Ci minął weekend? – Spytała z uśmiechem na ustach. Wsunęła dłoń pod moją rękę nieco przyspieszając kroku. Zwilżyłam usta językiem i udając, że wszystko jest  w porządku sama się uśmiechnęłam.
-   Właściwie to nic ciekawego. Sprzątałam i siedziałam w domu. A ty? Co robiłaś? – Spytałam z udawanym zainteresowaniem. Gdybym mogła to najchętniej uciekłabym z tej placówki jak najdalej.
-    Byłam z rodzicami na wycieczce. Muszę cię kiedyś ze sobą zabrać. Było niesamowicie, poważnie. – Nawet nie wiedziałam kiedy rozgadała się na dobre. Od czasu do czasu kiwałam głową, aby nie zwracać na siebie uwagi. W końcu opuściła mnie mówiąc, że musi dorwać przed lekcjami nauczyciela od angielskiego. Pożegnałam się z nią i obiecałam, że spotkamy się na dłuższej przerwie. Podeszłam do swojej szafki i otworzyłam ją wyciągając ze środka książki od biologii. Westchnęłam pod nosem i przymknęłam powieki. Chyba wpakowałam się w niemałe kłopoty.
-  Zastanowiłaś się? – Męski głos zza mojej głowy dotarł do mojego ucha przez co zadrżałam. Zacisnęłam usta w wąską linię i odwróciłam się w stronę Arthura. Na twarzy wymalowany miał ten swój uśmieszek, który coraz bardziej zaczynał mnie denerwować.
-   Ja nie wiem co mam zrobić, wiesz? Jaką mam pewność, że nie wciągniesz mnie w jakieś gówno? – Spytałam niepewnie i oparłam się plecami o szafki przymykając powieki. Chłopak westchnął cicho i chwilę się zastanowił.
-   Słuchaj, nie proszę cię o pomoc jako wróg. – Wzruszył ramionami i spojrzał na zegarek. – Potrzebuje odpowiedzi. Mamy mało czasu.
-   Niech będzie. – Mruknęłam i uderzyłam się dłonią w czoło. Co ja najlepszego do cholery robiłam? Arthur skinął głową i rozejrzał się.
-  Czekaj na mnie przed szkołą. – Zakomunikował i po prostu odszedł. Pokręciłam sama do siebie głową i zamknęłam drzwiczki szafki udając się w stronę sali. Wpakowałam się w niezłe kłopoty – przynajmniej tak mi się wydawało. 


---------------------------------
I mamy 5 rozdział z głowy. Dziękuję Wam po raz kolejny za te wszystkie miłe słowa i wejścia. Jest coraz lepiej! Wiem, że rozdział był dosyć nudny, ale obiecuję, że następny będzie lepszy!
Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam na mojego twittera;  @verrecasgirl 
Obserwujcie mnie na instagramie: @verrecasgirl
Bądź pytajcie na asku: @verrecasgiirl

Oczywiście komentujcie! Mam nadzieję, że nie było tak źle. Ah i przepraszam, że tyle musieliście czekać, ale mam  coraz więcej nauki. 

19.4.15

Rozdział Czwarty

Idąc szkolnym korytarzem zastanawiałam się kim naprawdę są ci wszyscy ludzie. Każdy z nich ukrywał jakąś tajemnicę o której nie chciał nikomu powiedzieć. Sama byłam taką osobą i chowałam w sobie dużo rzeczy. Wydawało mi się, że jestem nieśmiałą osobą i chciałam przy tym zostać.
Sięgnęłam do torebki w poszukiwaniu kluczyka, aż w końcu wygrzebałam go z samego dołu. Otworzyłam szafkę i wsadziłam do niej swoje rzeczy przymykając na moment powieki. Nie sądziłam, że weekend może aż tak szybko minąć.
Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam idącą w moją stronę Veronicę wraz z jakaś wysoką dziewczyną o ciemnej karnacji. Kojarzyłam ją z piątkowej imprezy, ale nawet nie zamieniłyśmy zdania.
- Ems, poznaj, to jest Kimberly i jest naczelną naszej gazetki szkolnej. Wszystkie pomysły składamy do niej. Dzisiaj na długiej przerwie spotkamy się na stołówce i przydzielimy ci jakieś zadanie. - Uśmiechnęła się szeroko ukazując przy tym rząd swoich białych zębów. Uścisnęłyśmy z Kimberly dłonie posyłając sobie miłe uśmiechy.
- Dokładnie tak jak mówi Veronica. Oczywiście niczym się nie przejmuj. Zazwyczaj nad jednym numerem pracuje kilkanaście osób, więc nie myśl, że zostaniesz przy tym sama. Dobra dziewczyny, umówiłam się z Danielem. - Pożegnała się i ruszyła wzdłuż korytarza witając się z różnymi osobami. Uniosłam brwi do góry i zwróciłam się w stronę mojej blond towarzyszki.
- Kim jest w porządku. Znamy się od małego. Jest od nas starsza o rok, ale nie wywyższa się jak reszta ludzi tutaj. - Wzruszyła pewnie ramionami i spojrzała na zegarek kręcąc lekko głową. Wyciągnęłam z szafki książkę od chemii i jakiś brudnopis, aby na wszelki wypadek mieć gdzie zapisać notatki. Zamknęłam drzwiczki i oparłam się o nie plecami.
- Nie jestem pewna, czy umiem pisać teksty, które nadałyby się do gazetki. - Odparłam niepewnym tonem. Dziewczyna ułożyła dłoń na moim ramieniu i pokiwała głową.
- Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz. Jak Kim wspomniała, nie pracujesz sama. Swój tekst oddajesz do naszej opiekunki, pani Johson i ona wprowadza wszystkie poprawki.
- Skoro tak mówisz. - Westchnęłam cicho i odwróciłam głowę w bok. Do szkoły weszła grupka chłopaków idącą w naszą stronę. Wszyscy byli jacyś nerwowi, ale nikt do nikogo się nie odzywał. Pierwszy chłopak skręcił do swojej szafki odkładając na ziemię piłkę do koszykówki. Zagryzłam dolną wargę i przesunęłam wzrok w bok. Miedzy nimi szedł Arthur, ubrany w jasną koszulkę i ciemne okulary przeciwsłoneczne. Kto normalny nosi okulary przeciwsłoneczne w szkole? Zamrugałam kilka razy i, gdy tylko przechodzili obok nas odwróciłam się szybko, aby nie zwracać na siebie żadnej uwagi. Chciałam zakończyć tamten rozdział. Veronica westchnęła i wymamrotała coś pod nosem. Nie odezwałam się. Bałam się, że zacznie wypytywać, że zacznie coś widzieć. Nie chciałam na razie jej o tym mówić.
Nim się obejrzałam na korytarzu rozbrzmiał dzwonek rozpoczynający lekcje. Pożegnałam się z Veronicą, która miała mieć właśnie zajęcia z szybkiego pisania a ja udałam się na drugie piętro wchodząc do klasy numer trzy. Rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca, ale w tym samym momencie usłyszałam głos dochodzący z końca klasy.
- Emma, tutaj! - Głos osoby wydawał się znajomy. Widząc twarz Alexa mimowolnie mi ulżyło. Sprawnie ruszyłam w jego stronę i usiadłam na miejscu obok.
- Cześć. Nie wiedziałam, że chodzimy razem na chemię.
- I prawdopodobnie na francuski i algebrę również. Nie pozbędziesz się mnie. - Zaśmiał się wesoło i spojrzał w moje oczy. Rany, Alex był tak cholernie pozytywnym człowiekiem, że zaczynałam się zastanawiać co z nim jest nie tak.
Lekcja chemii dłużyła się niesamowicie. Nie przepadałam za przedmiotami ścisłymi, raczej wolałam uczyć się języków. Po dzwonku razem z Alexem wyszłam z klasy udając się na piętro niżej, gdzie mieliśmy mieć algebrę. Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy nie poznałam człowieka, który choć trochę lubiłby algebrę. Klasa była otwarta, więc weszliśmy do środka. Zajęliśmy przed ostatnią ławkę przy oknie i sięgnęłam do kieszeni po telefon. Widząc na ekranie wiadomość od Very odczytałam ją szybko.

Od: Veronica
Następna przerwa – stołówka. Pamiętaj! 

Zaśmiałam się pod nosem i zablokowałam ekran odkładając telefon na blat ławki. Wyprostowałam się i ujrzałam jak do klasy wchodzi wysoki brunet – Arthur. Jedyne co  było charakterystyczne to dosyć widoczna śliwa pod jego prawym okiem. Zacisnęłam usta w wąską linię i przysunęłam się  bardziej do Alex'a. Nie sądziłam, że będę miała z nim lekcje.
Chłopak usiadł w ławce i ukrył w dłoniach twarz. Zerknęłam na Alex'a i zaryzykowałam.
- Co mu się stało? - Spytałam szeptem z nadzieją, że nikt oprócz nas tego nie usłyszy. Alex uniósł dłoń i przeczesał swoje jasne włosy rozglądając się dyskretnie na boki.
- Chodzą dziwne plotki, ale nie wiem co z tego jest prawdą. Najpierw mówili, że dostał od jakiegoś faceta, który dobierał się do jego dziewczyny, druga plotka to taka, że nie dał komuś prochów na czas a trzecia.. dostał od ojca. - Wzruszył ramionami i spojrzał w moje oczy. Na samą myśl po moim ciele przeszedł nieprzyjemny prąd. - Lepiej z nim nie zadzierać. Może nie jest aż taki zły, ale zna dużo osób, które mogłyby zniszczyć życie każdemu. - Pokręcił głową na boki i poprawił zegarek na swoim nadgarstku. - Można powiedzieć, że miałem z nimi kiedyś małą sprzeczkę kiedy dowiedzieli się, że... po prostu, że jestem gejem.
- To okropne.. - Mruknęłam niezbyt zadowolonym głosem.
- Okropne, ale oni mają gdzieś uczucia innych. Sądzą, że jak ci dokopią to będą jeszcze fajniejsi. Gówno prawda. Wszyscy się ich boją, ale według mnie to banda chamów.
-  Czyli mam się od nich trzymać z daleka, tak? - Uniosłam brwi do góry. Alex pokiwał energicznie głową do przodu i do tyłu.
- Zdecydowanie.

Po 45 minutach udałam się na stołówkę. Tak jak prosiła Veronica. Dziewczyny przypisały mnie do „działu” modowego – jeżeli można to tak nazwać. W sumie nie było tak źle. Interesowałam się modą i wydawało mi się, że to akurat dla mnie. Na spotkaniu byli wszyscy, oprócz Arthura. Może nie chciał zbędnych pytań co się stało?
Po wyjściu ze szkoły momentalnie udałam się do domu, gdzie był już Chris. Przywitałam się z nim i od razu udałam do swojego pokoju. Nie sądziłam, że po sześciu godzinach lekcyjnych mogę być taka padnięta. Usiadłam na łóżku i sięgnęłam po swojego laptopa włączając go. Nie zdążyłam zrobić nic, ponieważ od razu przyszedł komunikat, że Badmonster95 przysłał wiadomość.

Badmonster95: Stęskniłem się..
Littlelonelygirl: Rozmawialiśmy wczoraj. 
Badmonster95: No właśnie. Dlatego się stęskniłem. Wszystko w porządku? 
Littlelonelygirl: Tak. Mam dużo zadane. A dopiero poniedziałek. Czuje się wykończona. A u Ciebie? Wszystko okay?
Badmonster95: Oprócz tego, że mam dość szkoły, to raczej nie narzekam. 
Littlelonelygirl: Odpowiesz mi na jedno pytanie?
Badmonster95: Tak?
Littlelonelygirl: Dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać? Było już tak wiele okazji.. 
Badmonster95: Spokojnie, nie jestem starym pedofilem, który lubi nastolatki. O to możesz być spokojna. Poza tym, tłumaczyłem Ci to już. Chce Cię chronić od mojego, chorego świata. Zasługujesz na coś znacznie lepszego. Na kogoś znacznie lepszego niż ja. Może kiedyś.. Po prostu zaufaj mi. Nie chcesz być wciągnięta w to wszystko co mnie otacza. Ostatnio dzieje się wiele bardzo złych rzeczy. Powoli sobie nie radzę. 
Littlelonelygirl: Chce Ci pomóc. Na to też mi nie pozwolisz?
Badmonster95: Tutaj nie da się pomóc. Nie martw się Emma. Nie o mnie. Ja sobie dam radę. Martw się o siebie. Ja muszę być teraz ostrożny. Chyba mam jedną osobę, której muszę się pozbyć.
Littlelonelygirl: Czekaj! Co?! W jaki sposób pozbyć? 
Littlelonelygirl: Halo? Odpowiedz mi! Nie rób nic głupiego!

Badmonster95 wylogował się.

Jasna cholera! Jeszcze tego brakowało. Pieprzony dupek. Dlaczego ja w ogóle utrzymuje z nim jakikolwiek kontakt? Byłam zdenerwowana. Jak zwykle. Cholera, ja po prostu bałam się, że zrobi coś głupiego.
Zbiegłam szybko na dół i wsunęłam na nogi buty. Chwyciłam za klamkę, ale w tym samym momencie usłyszałam głos mamy. Nawet nie wiedziałam kiedy przyszła.
- Wybierasz się gdzieś? Emma, zaraz podam obiad.
- Muszę się przejść. Niedługo wrócę. - Odparłam i wyszłam na zewnątrz. Uniosłam głowę i dopiero teraz zorientowałam się, że zrobiło się pochmurnie. Zamiast czystego nieba ujrzałam brzydkie, szare chmury. Ale miałam to teraz gdzieś.
Szłam centrum miasta patrząc na wszystkich ludzi, którzy przechodzili obok mnie. Różnili się wieloma rzeczami.. kolorem skóry, włosów, sposobem ubierania. Można powiedzieć, że w Los Angeles była mieszkanka wszystkich narodowości. W sumie było to jedno z najbardziej popularnych miejsc na całym świecie. Zazwyczaj kojarzone było z różnymi celebrytami. W sumie fajnie byłoby wyjść na ulice i spotkać kogoś sławnego, ale to było wręcz niemożliwe. To jak szansa jedna na milion. Uniosłam głowę do góry i zorientowałam się, że przeciągu tych kilku minut zrobiło się jeszcze ciemniej a na ulicach  było coraz mniej ludzi. Westchnęłam pod nosem i ruszyłam dalej przed siebie. Przymknęłam powieki i poczułam na twarzy pierwsze krople chłodnego deszczu. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam na boki. Skręciłam w boczną uliczkę. Tak właściwie nie miałam bladego pojęcia gdzie idę. Często wychodziłam na samotne spacery, aby poznać okolicę. Oczywiście był przypadek, że zdążyłam się zgubić, ale zazwyczaj trafiałam bez problemu z powrotem do domu.
Idąc widziałam niewysokie kamienice z ciemnej cegły, ogólnie rzecz biorąc nieprzyjemne dla oka otoczenie. Wydawało mi się, że to jest ta ciemniejsza strona Los Angeles.

Zerknęłam w bok na puste boisko do koszykówki, ale nie trwało to długo. Ktoś mocno chwycił mnie za ramiona i poczułam dosyć mocne uderzenie w głowę. Przed oczami zauważyłam jedynie ciemność...

--------------------------
I dotarliśmy do czwartego rozdziału. Może skończyło się dosyć drastycznie, ale obiecuję, że będzie niebawem nieco lepiej.  Byłam wręcz przekonana, że dodam go w przyszłym tygodniu, ale jednak udało mi się napisać go jeszcze dzisiaj.
WOW! Jestem pod wrażeniem! Ponad tysiąc odwiedzić. To naprawdę dla mnie bardzo, bardzo, bardzo ważne. Chciałabym Wam po raz kolejny podziękować za te wszystkie komentarze i liczę, że pod tym rozdziałem również pozostawicie za sobą ślad w formie komentarza. To taka miła niespodzianka dla "autora".
Jeżeli macie jakieś pytania zapraszam na mojego twittera: @verrecasgirl
Zapraszam również do obserwacji mojego instagrama: @verrecasgirl
Z racji tego, że żadna osoba nie jest chętna, aby stworzyć fanpage'a o moim ff - na razie z tego rezygnuje. Może w przyszłości. :)
Zapraszajcie swoich znajomych do czytania mojego ff! Haha!
Miłego dnia!
Kocham Was bardzo mocno,
Patrycja.


15.4.15

Rozdział Trzeci

Szczerze mówiąc nie tak wyobrażałam sobie pierwsze spotkanie z jakimkolwiek chłopakiem. Czemu to nie mogło wyglądać tak jak w każdej książce? Mógłby na mnie nawet wylać jakieś picie, poświęciłabym się, ale nie coś takiego! Nie okłamujmy się, byłam przerażona a moje serce waliło jak dzwon. Przez chwilę siedziałam jeszcze na korytarzu wpatrując się w ciemność aż w końcu udało mi się dotrzeć do łazienki. Zamknęłam drzwi na zamek i podeszłam do umywalki. Zamoczyłam dłonie w wodzie a następnie przyłożyłam je do rozgrzanych policzków. Westchnęłam cicho i spojrzałam w lustro.
- Jesteś przewrażliwiona, Emma. - Szepnęłam sama do siebie i wytarłam twarz w wiszący na haczyku ręcznik. Może to mało higieniczne, ale teraz najmniej o tym myślałam. Niechętnie wróciłam na dół siadając z powrotem obok Alex'a, ale tym razem pojawiła się również Veronica.
- Gdzie zniknęłaś? - Veronica uniosła brwi do góry i uśmiechnęła się delikatnie. Rozejrzałam się niepewnie, ale na szczęście nie widziałam na razie nikogo podejrzanego.
- Musiałam na chwilę wyjść. - Zdałam sobie sprawę z tego, że musiałam wyglądać na przerażoną. Właściwie sama nie do końca wiedziałam co właśnie się stało. Czy ten chłopak myślał, że zaraz polecę na policję i zgłoszę go za handel narkotykami – tak mi się przynajmniej wydawało, i tak to wyglądało. Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki wdech próbując się uspokoić. Czułam w sobie zdenerwowanie i niepewność. Tak naprawdę nawet nie wiedziałam, czy mogłam powiedzieć komukolwiek o tym zdarzeniu. Veronica na pewno coś by mi poradziła, ale na razie wolałam zostawić to dla siebie.  Może chciał się pokazać, że jest kimś ważnym w tej szkole i z nim się nie zadziera. Cholera jasna, kim tak naprawdę był ten chłopak?
- Zamulasz, czy tylko mi się wydaje? - Dziewczyna ułożyła dłoń na moim ramieniu jakby oczekiwała, że zacznę jej wszystko opowiadać. Pokręciłam głową na boki i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Wydaje Ci się. Nie zwracaj na mnie uwagi. Po prostu jestem trochę przerażona tym ilu znacie tu ludzi a ja właściwie tylko waszą dwójkę. - Zaśmiałam się cicho i spojrzałam w oczy mojej towarzyszki.
- Znamy wszystkich bo siedzimy w gazetce szkolnej. Często przeprowadzamy rozmowy z różnymi ludźmi, albo udzielamy się w jakichś sprawach. Zobaczysz, niedługo też wszystkich poznasz. - Zaśmiała się cicho i po raz kolejny w mojej dłoni wylądowała szklanka z trunkiem. Nie miałam ochoty na picie. Chciałam po prostu wrócić do domu.


Następnego ranka obudziłam się z bólem głowy. Nie, to nie był kac. Po prostu odczuwałam wczorajszy hałas i głośną muzykę. Zerknęłam na zegarek i westchnęłam pod nosem. 10:30.  Pięknie. Powoli wstałam i sprawnym ruchem udałam się do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic i przebrałam się a następnie zeszłam na dół. Przy stole siedział Chris wpatrując się w blat stołu. Uniosłam brwi do góry i zaśmiałam się cicho.
- Zabalowało się wczoraj? - Spytałam z udawaną troską wymalowaną na twarzy. Chris uniósł głową i skarcił mnie wzrokiem pokazując w ten sposób, abym dała mu spokój. Sięgnęłam po tabletki i wybrałam jedną, mocniejszą. Popiłam jedną pastylkę wodą i uśmiechnęłam się delikatnie sama do siebie. Miałam nadzieję, że szybko przejdzie.
- Gdzie mama? - Odezwałam się po krótkiej chwili patrząc na swojego brata. Chłopak przeczesał palcami swoje włosy i wzruszył lekko ramionami.
- W sklepie. Mówiła, że jedzie na zakupy. - Mruknął zachrypniętym głosem. Widziałam, że nie miał ochoty na rozmowy, więc odpuściłam. Skinęłam jedynie głową i wróciłam do swojego pokoju. Sięgnęłam po swój telefon patrząc na wyświetlacz. Zero wiadomości, zero połączeń. Jak zazwyczaj.
Tak też sięgnęłam po swojego laptopa i zaryzykowałam. Zalogowałam się na stary „chat”, jeżeli tak to w ogóle mogę nazwać. Kiedyś założyłam profil z nudów.  Z tych nudów wyszło coś innego niż przypuszczałam. Nie sądziłam, że ktoś będzie chciał ze mną pisać. Pomyliłam się. Nie minęła godzina a dostałam pierwszą wiadomość od  „badmonster95” i tak zaczęła się nasza internetowa znajomość. Ostatnio próbowałam to ograniczyć i nawet mi się to udawało, lecz wcale nie należało to do takich prostych.  Przeczekałam chwilę i zauważyłam przy okienku świecącą ikonkę, co oznaczało, że przyszła do mnie wiadomość. Zacisnęłam usta w wąską linię i wzięłam głęboki wdech otwierając okienko.

Badmonster95: Dawno Cię tutaj nie było.
Littlelonelygirl: Nie chciałam tu być. 
Badmonster95: Dlaczego? 

Przez chwilę zastanawiałam się co mam odpisać. Przecież nie mogłam tak po prostu odpisać „bo chciałam uniknąć rozmowy z Tobą”. Przygryzłam delikatnie dolną wargę i ułożyłam dłonie na klawiaturze.

Littlelonelygirl: Miałam dużo roboty. Nie miałam czasu, przepraszam. Wszystko w porządku? 
Badmonster95: Nic nie jest w porządku. Chce się stąd urwać, rozumiesz? Uciec tak, aby nikt mnie nie znalazł. Chciałbym zabrać Cię ze sobą. W końcu moglibyśmy mieć cały czas dla siebie. Dlaczego wydaje mi się, że tylko Ty mnie rozumiesz? 
Littlelonelygirl: Przesadzasz... 
Badmonster95: Wiem co mówię. Muszę kończyć. Jak zwykle to samo. Obiecasz mi coś? 
Littlelonelygirl: Co?
Badmonster95: Wejdziesz tu jutro. Obiecaj.
Littlelonelygirl: Obiecuję. 

Po krótkiej chwili pokazał się komunikat, że osoba się wylogowała. Przełknęłam głośno ślinę. Po raz kolejny pakuje się w coś w co nie powinnam. Przecież miałam z tym skończyć. Dać sobie z nim spokój. Po raz kolejny w mojej głowie będzie tylko ON. ON i nic poza tym. Nienawidziłam siebie za to. Byłam cienka. Po prostu.
Bez chwili zastanowienia zamknęłam laptopa i odłożyłam go  na biurko. Wstałam i podeszłam do okna patrząc przed siebie. Bez celu. Jedno było pewne. Coś się stało.. a on jak zwykle nic nie chciał powiedzieć. Zawsze trzymał wszystko w sobie. Wydawało mi się, że znamy się od lat, ale tak naprawdę mało o sobie wiedzieliśmy. Nie wiedziałam, gdzie mieszkał. Nie wiedziałam z kim mieszka, jaka jest jego rodzina. Był skryty. Czasami doprowadzało mnie to do szału.

- Emma! Ktoś do ciebie! - Usłyszałam tym razem poważniejszy głos Chrisa. Ktoś do mnie? Uniosłam brwi do góry i zeszłam sprawnie na dół. W progu drzwi zauważyłam uśmiechniętą od ucha do ucha Veronicę. Szczerze? Jakoś mi ulżyło.
- Wyciągam cię na spacer. - Dziewczyna powiedziała stanowczo patrząc na mnie. Wiedziałam, że nie odpuści. Zebrałam się szybko i wyszłyśmy na zewnątrz.
- Cieszę się, że przyszłaś. Zapewne siedziałabym teraz w domu i oglądała telewizor upychając się lodami. - Wywróciłam oczami. Moja towarzyszka zaśmiała się cicho i przytaknęła.
- A widzisz. Jestem tu po to, aby uwolnić cię od nadwagi. A tak serio.. jest taka piękna pogoda, więc pomyślałam, że pójdziemy trochę na plażę.
- Świetny pomysł.
Po chwili znalazłyśmy się na miejscu. Słońce świeciło mocno a w powietrzu unosiła się morsa bryza połączona z zapachami popcornu. Niedaleko od nas znajdowało się długie molo a na nim spore wesołe miasteczko. Nie powiem, robiło wrażenie.
- Wydawało mi się, czy coś się złego stało wczoraj na imprezie, huh? - Wsunęła dłoń w ciepły piasek i zerknęła na mnie poprawiając ciemne okulary na nosie. Zacisnęłam usta w wąską linię chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Słabo się poczułam. Musiałam chwilę odetchnąć. Czasami tak mam, że w zatłoczonych miejscach robi mi się słabo.
- Jasne. - Odparła bez przekonania. Chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? - Uśmiechnęłam się delikatnie odgarniając swoje długie włosy na plecy unosząc głowę i przymykając powieki.

- Alex załatwił adres od twojego brata. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Nie! Coś ty. Spytałam właściwie z ciekawości, bo nie pamiętam, abym ci podawała. - Zaśmiałam się cicho i wzięłam głęboki wdech. - Veronica? Kim tak naprawdę jest ten cały Arthur, co? Wczoraj na imprezie jakoś siedział tylko z dwoma kolegami, z nikim innym nie rozmawiał. Myślałam, że jak jest popularny w szkole to będzie przy nim mnóstwo ludzi.
- To tylko pozory. Nie wiem czy nawet jego dziewczyna wie, kim on tak naprawdę jest. Wydaje mi się, że coś ukrywa. Wystarczy go obserwować. Jego ruchy, sposób mówienia czy zachowania. - Wzruszyła ramionami. - Dlaczego pytasz?
- Nie mam konkretnych powodów. - Skłamałam. Nie chciałam, aby wypytywała o wszystko.

Z Veronicą siedziałyśmy do późna na plaży. Nie sądziłam, że mamy na prawdę tyle spólnego. Cieszyłam się, że mogłam ją poznać.
Na następny dzień obudziłam się dosyć rano. Jak zwykle, mimo iż była niedziela mama kazała nam wszystkim sprzątać. Od tego nie dało się wykręcić, więc wraz z Chrisem nie protestowaliśmy.
Dopiero pod wieczór znalazłam chwilę wolnego dla siebie. Tak jak obiecałam zalogowałam się na chat i włączyłam dostępność. Wybrałam okienko mojego rozmówcy i zaczęłam pisać.

Littlelonelygirl: Jestem. A Ty?

Musiałam chwilę czekać zanim dostałam odpowiedź. Ten czas naprawdę mi się dłużył.

Badmonster95: Jestem. Przepraszam, coś mnie zatrzymało. Jak minął ci dzień? 
Littlelonelygirl: Na sprzątaniu. Nic ciekawego. Czy coś zmieniło się od wczorajszego dnia?
Badmonster95: Chcesz tego słuchać?
Littlelonelygirl: Tak. Dlaczego nic nie opowiadasz mi o swojej rodzinie? O swoich znajomych? 
Badmonster95: Bo wiem jakbyś zareagowała. Jak wszyscy. Nie chce żebyś myślała o mnie i o moich znajomych jak o najgorszych świrach. Mam zbyt dużo problemów przez nich, aby jeszcze tobie o tym opowiadać.
Littlelonelygirl: To nie fair. Ja opowiadałam Ci o wszystkim. 
Badmonster95: To nie jest takie proste na jakie wygląda. Nie dochodź.
Littlelonelygirl: Chce po prostu wiedzieć co się dzieje.
Badmonster95: Powiem tyle, wszystko się dzieje to co nie powinno. 
Badmonster95: Jesteś?
Badmonster95: Przepraszam... 
Littlelonelygirl: Jeszcze jestem. Nie przepraszaj. Po prostu się przede mną otwórz. 
Badmonster95: To nie takie proste. Proszę cię. Nie dochodź, nie myśl o tym. Zostańmy przy tym co kiedyś – miła rozmowa. Tylko to mi teraz potrzebne. 

Nasza rozmowa trwała dosyć długo. Pożegnaliśmy się po jakimś czasie twierdząc, że chcemy wyspać się na jutrzejszy dzień, aby w szkole nie wyglądać na trupy. Bałam się co będzie jutro. Bałam się pójścia do szkoły, spotkania z Arthurem i bałam się o NIEGO. To wszystko było zbyt skomplikowane.

--------------------
Dotarliście do trzeciego rozdziału! Bardzo dziękuję za coraz więcej odwiedzin i te wszystkie komentarze! Jest to dla mnie bardzo, ale to bardzo ważne, więc byłoby fajnie, abyście pod tym rozdziałem również zostawili komentarz.
Jeżeli macie pytania, zapraszam na mojego Twittera : @verrecasgirl
Zapraszam również do obserwowania mojego instagrama: @verrecasgirl
Mam jeszcze jedną sprawę. Czy chcielibyście, abym założyła fanpage'a tego opowiadania na facebooku? Umieszczałabym tam wszystkie wiadomości odnośnie nowych rozdziałów itp. Czy bylibyście chętni? - To również uwzględnijcie w swoim komentarzu.

Dziękuję bardzo!
Wasza Verrecasgirl

7.4.15

Rozdział Drugi

Lekcja angielskiego minęła mi dosyć szybko. Po wyjściu z sali zeszłam na dół idąc długim korytarzem rozglądając się na boki w poszukiwaniu swojej szafki.
Byłoby to znacznie prostsze, gdyby nie grupka chłopaków stojących tuż przy numerku 207 – który również wyryty został na moim kluczyku. Sprawnym krokiem podeszłam do dość wysokiego chłopaka, który plecami stał oparty właśnie o moją szafkę.
- Mógłbyś się przesunąć? Mam tutaj szafkę. - Mój głos prawdopodobnie zadrżał, kiedy wzrok szatyna powędrował na moją twarz. Na jego ustach pojawił się zadziorny uśmieszek. Tak jak przypuszczałam – nie zapowiadało się na szybkie rozegranie sprawy.
- Nie, nie mogę. - Patrzył na mnie rozbawionym wzrokiem. Pokręciłam głową na boki nie chcąc odpuścić.
- Raczej musisz. - Mruknęłam niezbyt przyjemnym głosem.
- Jedyną osobą, która musi coś zrobić, to Ty. A wiesz co? Musisz uważać na to kim tutaj jesteś.
- Dupek. - Szepnęłam, ale on nie przyjął tego jako obraza.
- Arthur, miło mi. - Puścił mi oczko i już miałam coś odpowiedzieć, ale Veronica mi na to nie pozwoliła.
- Daruj sobie Wilson i znajdź inną ofiarę, okay? - Dziewczyna odepchnęła go lekko na bok. Odpuścił, ale zanim o zrobił zdążył mnie pięknie zmierzyć wzrokiem.
- Kto to? - Spytałam cicho a ona wywróciła oczami.
- Arthur Wilson. Serio uważaj na niego. Typek ma pełno hajsu, robi za gwiazdę szkoły, a jego dziewczyna to typowa dziunia. - Wzruszyła jakby obojętnie ramionami i pociągnęła mnie za łokieć prowadząc do wielkiej – jak się domyśliłam – stołówki. Usiadłyśmy przy stoliku a blondynka podała mi plik jakichś kartek. - Nie wiem czy już wiesz, ale u nas w szkole trzeba zapisać się na tak zwane zajęcia dodatkowe. Możesz sobie coś z tego wybrać. Ja osobiście jestem redaktorką szkolnej gazetki, więc zapraszam jak masz do tego cierpliwość. Aktualnie zajmujemy się balem maturalnym. Szukamy zdjęć, informacji i wszystkich innych pierdół związanych z danymi uczniami przez te wszystkie lata. - Uśmiechnęła się szeroko. Jejku dopiero teraz zorientowałam się ile ona mówi.
Mama często mi mówiła, ze zbyt dużo nadaję, ale ona przebiła mnie w 100 %.
- Brzmi całkiem fajnie. - Wzruszyłam ramionami i spojrzałam w jej oczy. Wydawała się być osobą zaradną i na pewno przebojową.  Dla mnie osobiście były to cechy zdecydowanie pozytywne.
- To jak, zapisać Cię? Każda para rąk nam się przyda. - Uniosła brwi do góry. W sumie nawet długo nie zastanawiając się skinęłam głową. Miło byłoby współpracować już z osobą, którą się zna. Jeden problem z głowy. - Nasze spotkania odbywają się w każdy czwartek na piątej godzinie lekcyjnej. Nauczyciele o tym wiedzą, więc wystarczy im dać jedynie taką kartkę do podpisu. Potem Ci ją skseruję. - Wzruszyła ramionami a ja przyłapałam siebie samą jak wlepiam wzrok w chłopaka, którego spotkałam przy szafkach.
- Ems, nawet sobie o nim nie myśl. Jest wręcz nieosiągalny. Poza tym, to cham.
- Tak tylko..zerknęłam. - Powiedziałam cicho i odgarnęłam kosmyk włosów za ucho.
Przez całą przerwę siedziałyśmy na stołówce, a w sumie reszta lekcji minęła naprawdę szybko. Na razie wcale nie było tak źle jak sobie wyobrażałam. Chyba, że to tylko pozory.
Po zakończeniu ostatniej lekcji udałam się do swojej szafki, z której wyciągnęłam wszystkie rzeczy i wyszłam na zewnątrz czekając na Chrisa. Przysiadłam na murku i przymknęłam na moment powieki czując jak promienie słoneczne otulają moją twarz. Uwielbiałam taką pogodę.
- Nie ma jeszcze mamy? - Po usłyszeniu głosu brata otworzyłam jedną powiekę i wzruszyłam lekko ramionami rozglądając się.
- Najwidoczniej jeszcze nie. Jak Ci minął pierwszy dzień? - Uśmiechnęłam się lekko. Chris usiadł obok mnie stawiając swój plecak między nogami.
- Nuda. Nic ciekawego. A Tobie? Zapisałem się do drużyny koszykarskiej. Byłem na pierwszym treningu. - Powiedział z wyraźną dumą w głosie. Odkąd pamiętam Chris uwielbiał sport. W szczególności koszykówkę. Pamiętam jak tata zabrał go kilka lat temu na mecz i od tamtego momentu stał się wielkim fanem.
- Poznałam jedną dziewczynę. Jest bardzo fajna, ale dużo gada. - Zaśmiałam się cicho i przeczesałam palcami swoje włosy.
- Jak Ty? - Poruszał zabawnie brwiami. Uderzyłam go lekko dłonią w ramię i pokręciłam głową na boki.
- Bardziej. Dajesz wiarę? - Otworzyłam szeroko oczy i kontynuowałam swoją wypowiedź. - Ale gratuluje zapisania się do drużyny. Ja zapisałam się do gazetki szkolnej ale tylko dlatego, że Veronica tam chodzi.
- No to nieźle. Może zrobisz wkrótce ze mną wywiad jako kapitan drużyny. - Uśmiechnął się szeroko pokazując przy tym szereg swoich białych zębów.
- Kto wie. - Poruszyłam zabawnie brwiami w tym samym czasie słysząc klakson samochodu. Oboje odwróciliśmy głowy i ujrzeliśmy naszą rodzicielkę. Powoli wstałam i podążając za Chrisem wsiedliśmy do samochodu.

- Emi, mamy poważną sprawę. - Zaczęła Veronica, kiedy tylko odebrałam telefon. - Dzisiaj jest impreza a Ty musisz iść na nią razem ze mną. Nie przyjmuje odmów. Poznasz ludzi, rozerwiesz się. Zobaczysz, że będzie fajnie.
Po jej słowach otworzyłam szerzej powieki. Wiedziałam, że będzie ciężko przekonać mamę, aby wypuściła mnie samą z domu.
- Sama nie wiem..
- Oh Boże, Twój brat też idzie. Widzimy się po 8:00. - Powiedziała szybko i rozłączyła się. Pokręciłam głową na boki i rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu zegarka. W tamtym pokoju znajdował się on całkowicie w innym miejscu.
Zostały mi tyko dwie godziny.  Sprawnym ruchem, bez pukania weszłam do pokoju Chris'a i spojrzałam na niego otwierając szeroko oczy.
- Okradli nas? Zabili kogoś? - Spytał na wejście. Usiadłam obok niego na łóżku i zwróciłam głowę w jego stronę.
- Słyszałam, że idziesz na imprezę. Mama wie? Bo.. ja też idę. - Uśmiechnęłam się jakby dumnie.
- Mówiłem jej. Powiedziała, że możemy iść, ale mamy wrócić przed północą. Wiesz jaka jest mama. W takim razie lepiej się szykuj. Zostało mało czasu. - Wzruszył ramionami i nałożył na uszy słuchawki włączając muzykę z telefonu.

Byłam gotowa na równą 8:00. Nie zakładałam mega krótkich spódniczek i butów na Bóg wie jakiej szpilce. Przystałam przy zwykłych jeansach i wygodnych butach. Poprawiłam delikatny makijaż i biorąc telefon zeszłam na dół, gdzie zauważyłam przygotowanego do wyjścia Chrisa.
- Mamo! To my wychodzimy! - Krzyknął otwierając przede mną drzwi. Nie czekając na odpowiedź wyszliśmy na zewnątrz udając się w umówione miejsce.
W środku wielkiego, naprawdę wielkiego domu znajdował się nie mały harmider. Pełno ludzi, dym unoszący się z papierosów i zapach alkoholu. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam na boki. Widząc idącą w moją stronę wystrojoną blondynkę odetchnęłam z ulgą. Chyba nie mogłabym siedzieć tu sama.
- Cześć! Nareszcie jesteście! - Ucałowała mój policzek i pociągnęła mnie za nadgarstek w głąb mieszkania. Obejrzałam się tylko za Chrisem, ale zauważyłam, że jego również już ktoś porwał.
- Strasznie dużo tu ludzi. - Zauważyłam z niemałym zdziwieniem. Veronica skinęła głową i wsunęła mi do dłoni szklankę z napojem. Napojem, raczej alkoholem.
- Wszyscy, którzy liczą się w naszej szkole. - Poruszała zabawnie brwiami. - Muszę Ci kogoś przedstawić. - Podeszła do jakiegoś chłopaka i pociągnęła go za dłoń, aby odwrócił się w nasza stronę. Jego brązowe tęczówki od razu spoczęły na mnie a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Ah, a więc to jest ta piękność o której mi opowiadałaś. - Wyciągnął w moją stronę dłoń. - Alex.
- Emma. - Przedstawiłam się szybko i uścisnęłam jego dużą dłoń. Miał perfekcyjnie ułożone włosy i dopasowane ubranie. Nie zachowywał się jak zwykły chłopak.
- Alex, słuchaj. Ems jest tu nowa, więc musimy ją troszkę rozruszać a Ty zamiast zajmować się swoim chłopakiem mógłbyś zrobić coś dla mnie. - Uśmiechnęła się uroczo na co Alex wywrócił jedynie oczami. „ Zajmować swoim chłopakiem” - i wszystko jasne. Alex był po prostu..gejem. Nie, nie miałam do tego jakichś dziwnych uprzedzeń. Tolerowałam to bo przecież byli takimi samymi ludźmi jak i my.
- Ależ oczywiście. Dla Ciebie wszystko. - Musnął przelotnie policzek Very i wziął mnie pod rękę wyprowadzając na zewnątrz, gdzie znajdowało się jeszcze więcej osób niż w środku. - Skąd jesteś? - Spytał uśmiechając się szeroko. Usiedliśmy na jednym z leżaków, który znajdował się przy naprawdę sporym basenie. Zastanawiało mnie to, kogo jest ten dom.
- Ja? Urodziłam się w Waszyngtonie, ale przyjechałam z Dallas. Mieszkaliśmy tam zanim przyjechaliśmy tutaj. - Odpowiedziałam zwięźle i odwróciłam wzrok na bok. Alex cały czas coś do mnie mówił, ale mój wzrok przykuło coś innego a raczej ktoś.
Ten sam chłopak, którego spotkałam dzisiaj przy szafkach – Arthur, jeżeli dobrze zapamiętałam. Stał z boku z innym, wysokim, czarnoskórym wręcz mężczyzną. Arthur wyjmował coś z kieszeni a następnie wręczył to drugiemu za co dostał jak dobrze ujrzałam plik pieniędzy. Wszystko byłoby niby w porządku, gdyby nie jego sztywne ruchy. Był jakiś zbyt nerwowy. To nie mogła być tak prosta rzecz na jaką się wydawało.  Szatyn schował szybko banknoty do kieszeni po czym pożegnali się. Arthur uniósł wzrok dostrzegając mój wzrok. Jasna cholera, wiedział, że patrzyłam.
- Przepraszam, muszę do łazienki. - Powiedziałam szybko i powoli wstałam wypijając trunek, który znajdował się w szklance. Postawiłam ją obok udając się do środka. Czułam jak moje serce szybciej bije. Albo miałam przewrażliwienie, albo wydawało mi się, że ktoś za mną idzie. Weszłam po schodach na górę. Na piętrze znajdowała się.. ciemność. Rozejrzałam się w poszukiwaniu łazienki, ale jedyne co poczułam to czyjeś dłonie a następnie zimną ścianę, którą dotykałam plecami. Bałam się otworzyć oczu. Naprawdę bałam się, ale zrobiłam to. Przede mną stał wysoki szatyn patrzący na mnie ze zdenerwowaniem.
- Powiedz, co widziałaś. - Powiedział poważnym głosem zaciskając mocniej dłonie na moich ramionach.
- Nic. - Wycedziłam, wbijając wzrok w tenisówki kolesia. Zacisnęłam usta w wąską linię próbując nie patrzeć w jego oczy.
- Spróbuj komuś coś wygadać a źle to się dla Ciebie skończy. - Mruknął przybliżając twarz do mojego ucha.
- Zostaw mnie.
- Już raz zalazłaś mi za skórę. Do trzech razy sztuka tak? Dzisiaj jest drugi. Następny może być ostatnim. - Uśmiechnął się seksownie i po prostu odszedł.
Przez jakiś czas stałam tam wpatrując się w ścianę. Jasna cholera, co to właśnie miało być?! Czy on mnie nastraszył?! Jeżeli tak to ma wszystko wyglądać to coś czuję, że zrezygnuje z tej szkoły jak najszybciej, a jeżeli to nie podziała to pożegnam się z Los Angeles raz na zawsze.

 -----------------------------
Za nami już dwa rozdziały i nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę widząc Wasze komentarze. Oby tak dalej! Bardzo Wam dziękuję, że przetrwaliście przez pierwszy rozdział. W drugim sytuacja już troszkę się rozwija, także mam nadzieję, że zostaniecie przy moim ff.

Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam na mojego twittera:
@verrecasgirl

Zapraszam również do obserwowania mojego instagrama:
@verrecasgirl

1.4.15

Rozdział Pierwszy

Nigdy nie sądziłam, że przeprowadzka przyjdzie tak szybko. Tak naprawdę nawet nie zdążyłam się przyzwyczaić do Dallas a już trzeba było przenosić się do Los Angeles. Niestety już tak było, kiedy mieszkało się z mama, która nie może znaleźć stałej pracy. Przeprowadzki nie były dla nas nowością. Dwa  lub trzy raz na rok zmienialiśmy miejsce zamieszkania. W sumie byłam już do tego przyzwyczajona. Ale teraz czekało na nas nowe wyzwanie - Miasto Aniołów. Odkąd byłam mała to zawsze chciałam tam pojechać. Los Angeles kojarzyło mi się z czymś niesamowitym, wręcz nieosiągalnym, ale stało się. Moja prośba została wysłuchana. Miałam tylko nadzieję, że tym razem zostaniemy tu na dłużej. Może w końcu poznam jakichś przyjaciół, a mama znajdzie dobrą pracę. W sumie ciężko było zapracować na mnie i mojego brata. Chris był rok starszy ode mnie i w tym roku kończył liceum. Dorabiał w restauracjach czy po prostu pracował, gdzie mieli wolne stanowisko. Pomagał w ten sposób mamie. Doceniałyśmy to, ale czasami pieniędzy i tak brakowało. Razem w trójkę dawaliśmy radę. Właśnie... w trójkę. Mój tata zginął trzy lata temu w wypadku samochodowym. Ciężko było się z tym pogodzić, ale w końcu trzeba było. Tęskniłam za nim każdego dnia.
- Emma, Emma wstawaj. Już jesteśmy.  - Chris lekko potrząsnął moje ramię przez co z głowy momentalnie spadły mi słuchawki. Uniosłam powieki i zamrugałam kilka razy. 
- Nareszcie - Szepnęłam odpinając pasy. Mama zaparkowała przed niewielkim domkiem z czerwonej cegły. Był naprawdę bardzo ładny. Uśmiechnęłam się pod nosem i wysiadłam na zewnątrz. 
- I jak? - Mamy głos w tym momencie wydawał się taki dumny.
- Jest okay. - Chris wzruszył ramionami niby to niewzruszony. Pokręciłam głową na boki i wzięłam swoje rzeczy udając się za mamą do środka. Chris wziął jeszcze kilka rzeczy i ruszył tuż za nami. 
Gdy weszliśmy do naszego, nowego domu okazało się, że wszystkie nasze meble dotarły tu przed nami. No tak, mama jak zwykle wcześniej o wszystko zadbała. Przedarłam się przez stertę papierowych kartonów z naszymi rzeczami docierając do dosyć przestrzennej, jasnej kuchni z wyjściem na ogród. 
- Ładnie tu. Podoba mi się. - Stwierdziłam poważnym głosem odwracając się w stronę mojej rodzicielki, która jak się okazało stała tuż obok mnie. 
- Idź, zobacz swój pokój, a potem wróć. Musisz mi pomóc. - Odgarnęła swoje długie, kręcone włosy na plecy i uśmiechnęła się do mnie. Skinęłam głową i ruszyłam drewnianymi schodami na piętro.
- To Twój. Nie moje kolory. - Stwierdził Chris wychodząc z pokoju, którym okazał się być mim.
Ściany były pokryte ciemnym bordo. Tak, to zdecydowanie mój pokój. Jasne meble i duże łóżko na środku pokoju dodawały mu delikatności. Usiadłam na materacu i przymknęłam na moment powieki. Długa podróż dała mi w kości i dopiero teraz zaczęłam odczuwać zmęczenie.
Uświadamiając sobie, że na razie nie mam czasu na odpoczynek, wstałam szybko udając się do kuchni, tak jak prosiła wcześniej mama. 
- Jestem. W czym Ci pomóc? - Uniosłam brwi do góry w geście zapytania. Kobieta wskazała dłonią na wielkie pudło, które przed chwilą przyniósł Chris. 
- Tam są kieliszki, kubki oraz szklanki. Powycieraj je, a potem pochowaj do szafki. - Kobieta podała mi ścierkę, a ja zaczęłam robić to o co mnie prosiła. 
- Mamo? - Spytałam niepewnie odkładając szklankę do szafki. - Co ze szkołą? 
- Oh! O to się nie martw. Wszystko załatwiłam. Od jutra zaczynacie lekcje. Szkoła jest niedaleko i mam nadzieję, że chociaż tutaj Wam się spodoba. - Odparła trochę zmęczonym głosem i obie wzięłyśmy się za dalsze ogarnianie naszego nowego domu. 
Wieczorem po zjedzeniu marnej kolacji wzięłam szybki prysznic i udałam się do siebie. Mimo, iż pogoda w Los Angeles przez cały rok była piękna to jednak zrobiło mi się chłodno. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą gasząc lampkę strojącą na szafce nocnej. Szczerze mówiąc to bałam się jutrzejszego dnia. Nowa szkoła oznaczała nowe znajomości i chyba to przerażało mnie najbardziej. A co jeżeli nikogo nie poznam? 
Przez całą noc spałam niespokojnie z obawą, ze coś pójdzie nie tak. W sumie mogę powiedzieć, że właśnie zaczynam swoje życie od początku. W końcu nikt tak naprawdę mnie nie znał i ze spokojem mogę ominąć kilka informacji o swojej osobie. 
Gdy tylko usłyszałam swój budzik z niechęcią wstałam przecierając swoje zaspane oczy. Wstałam po czym podeszłam do okna podnosząc rolety. Jasne światło wtargnęło do mojego pokoju przez co zmrużyłam powieki. Wzdychają pod nosem wzięłam ubrania i udałam się do łazienki.Wzięłam szybki prysznic i wybrałam ciemne rurki oraz jasną koszulkę. Włosy rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż. 
- Emi, wyłaź! Ile można siedzieć w łazience! - Chris walnął w drzwi pięścią a ja wywróciłam oczami wychodząc.
- Jak to kiedyś ująłeś.. Jestem babą. - Mrugnęłam do niego i wpuściłam go do środka schodząc na dół, gdzie mama własnie robiła śniadanie. Podeszłam do niej muskając jej policzek. 
- Wyspana? - Spytała podając mi talerz z dwoma testami. Pokręciłam głową na boki i usiadłam przy stole. 
- Przejmuje się dzisiejszym dniem. - Powiedziałam po cuchu wzruszając lekko ramionami biorąc się za jedzenie.
- Skarbie, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Poznasz nowych znajomych, nowych nauczycieli. Będzie fajnie. - Coż, mama chyba sama w to nie wierzyła. W żadnym liceum nie jest fajnie. 
- Mam nadzieję.- Szepnęłam odkładając pusty talerz na boki. Chris wszedł do kuchni poprawiając swoje ciemne włosy i usiadł obok mnie.
- Może znajdziesz w końcu jakiegoś chłopaka. - Powiedział żartobliwym tonem a ja uderzyłam go lekko w ramię, aby przestał. Zawsze wyskakiwał z takimi tekstami i nie ukrywam - denerwowało mnie to. Kiedyś miałam chłopaka, ale to była wielka pomyłka. Do teraz tego strasznie żałuję. 

Po dotarciu na miejsce, wraz z mama udaliśmy się do dyrektora szkoły. Jego gabinet był naprawdę bardzo duży, ale nowocześnie urządzony.
- Nauczyciele zostali poinformowani, więc na razie nie przejmujcie się brakiem podręczników. To wykaz waszych zajęć na pierwszy semestr oraz kluczyki do szafek. Nie zapominajcie zapisać się na jedne, dodatkowe zajęcia, która wypisane są przy sali gimnastycznej.- Mężczyzna wszystko nam wyjaśnił po czym podziękowaliśmy i opuściliśmy pomieszczenie.
- Powodzenia. Trzymam za Was kciuki. Widzimy się potem. - Mama ucałowała nasze policzki i po prostu wyszła. Zilustrowałam Chrisa wzrokiem, ale wydawał się być spokojny jak zawsze podczas, gdy ja byłam chodzącym kłębkiem nerwów. Zerknęłam na swój plan zajęć i lekcje zaczynałam od angielskiego. Zawsze mogło być gorzej.
- No to do zobaczenia w domu. - Rzucił szybko po czym ruszył wzdłuż korytarza. Powinnam zrobić dokładnie to samo, ale bladego pojęcia nie miałam, gdzie znajduje się dana klasa. Widząc pewną blondynkę wchodzącą do budynku postanowiłam zaryzykować,
- Hej, przepraszam. - Lekko złapałam jej szczupłe ramię. Ściągnęła słuchawki i zwróciła się w moją stronę z wymalowanym uśmiechem na twarzy.
- Tak? O, to pewnie ty jesteś tą nową dziewczyną, która miała przyjść w tym tygodniu. Jestem Veronica. - Wyciągnęła dłoń w moją stronę, a ja mocno ją uścisnęłam. Szczerze mówiąc byłam trochę zaskoczona.
- Emma. - Uśmiechnęłam się lekko. - W sumie to chciałam tylko spytać, gdzie  znajduje się sala od angielskiego. 
- Chodź, zaprowadzę Cię. - Powiedziała poważnym głosem po czym obie ruszyłyśmy w stronę schodów prowadzących na górę. Może wcale nie będzie tak źle? Może wszystko się ułoży? Veronica wydawała się być fajną dziewczyną i może w jakiś sposób się.. zakolegujemy. 

------------------------------
To mój pierwszy rozdział. Wiem, nie jest on czymś cudownym, ale rozkręci się. Obiecuję. Mam nadzieję, ze zostaniecie ze mną. Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach zostawcie "kontakt" do siebie w postaci np. Twittera, gg, facebook'a. 

Wstęp

 Kim tak naprawdę jest Emma? Czy przyjazd do Los Angeles odmieni na dobre jej życie? Jaką tajemnice kryje to Miasto Aniołów? Co się stanie jak pewnego dnia będzie jedną z tych tajemnic?


BOHATEROWIE

Emma Bailey 

  Christian Bailey 

Arthur Hills

Veronica Lang

Alexander Parks