19.4.15

Rozdział Czwarty

Idąc szkolnym korytarzem zastanawiałam się kim naprawdę są ci wszyscy ludzie. Każdy z nich ukrywał jakąś tajemnicę o której nie chciał nikomu powiedzieć. Sama byłam taką osobą i chowałam w sobie dużo rzeczy. Wydawało mi się, że jestem nieśmiałą osobą i chciałam przy tym zostać.
Sięgnęłam do torebki w poszukiwaniu kluczyka, aż w końcu wygrzebałam go z samego dołu. Otworzyłam szafkę i wsadziłam do niej swoje rzeczy przymykając na moment powieki. Nie sądziłam, że weekend może aż tak szybko minąć.
Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam idącą w moją stronę Veronicę wraz z jakaś wysoką dziewczyną o ciemnej karnacji. Kojarzyłam ją z piątkowej imprezy, ale nawet nie zamieniłyśmy zdania.
- Ems, poznaj, to jest Kimberly i jest naczelną naszej gazetki szkolnej. Wszystkie pomysły składamy do niej. Dzisiaj na długiej przerwie spotkamy się na stołówce i przydzielimy ci jakieś zadanie. - Uśmiechnęła się szeroko ukazując przy tym rząd swoich białych zębów. Uścisnęłyśmy z Kimberly dłonie posyłając sobie miłe uśmiechy.
- Dokładnie tak jak mówi Veronica. Oczywiście niczym się nie przejmuj. Zazwyczaj nad jednym numerem pracuje kilkanaście osób, więc nie myśl, że zostaniesz przy tym sama. Dobra dziewczyny, umówiłam się z Danielem. - Pożegnała się i ruszyła wzdłuż korytarza witając się z różnymi osobami. Uniosłam brwi do góry i zwróciłam się w stronę mojej blond towarzyszki.
- Kim jest w porządku. Znamy się od małego. Jest od nas starsza o rok, ale nie wywyższa się jak reszta ludzi tutaj. - Wzruszyła pewnie ramionami i spojrzała na zegarek kręcąc lekko głową. Wyciągnęłam z szafki książkę od chemii i jakiś brudnopis, aby na wszelki wypadek mieć gdzie zapisać notatki. Zamknęłam drzwiczki i oparłam się o nie plecami.
- Nie jestem pewna, czy umiem pisać teksty, które nadałyby się do gazetki. - Odparłam niepewnym tonem. Dziewczyna ułożyła dłoń na moim ramieniu i pokiwała głową.
- Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz. Jak Kim wspomniała, nie pracujesz sama. Swój tekst oddajesz do naszej opiekunki, pani Johson i ona wprowadza wszystkie poprawki.
- Skoro tak mówisz. - Westchnęłam cicho i odwróciłam głowę w bok. Do szkoły weszła grupka chłopaków idącą w naszą stronę. Wszyscy byli jacyś nerwowi, ale nikt do nikogo się nie odzywał. Pierwszy chłopak skręcił do swojej szafki odkładając na ziemię piłkę do koszykówki. Zagryzłam dolną wargę i przesunęłam wzrok w bok. Miedzy nimi szedł Arthur, ubrany w jasną koszulkę i ciemne okulary przeciwsłoneczne. Kto normalny nosi okulary przeciwsłoneczne w szkole? Zamrugałam kilka razy i, gdy tylko przechodzili obok nas odwróciłam się szybko, aby nie zwracać na siebie żadnej uwagi. Chciałam zakończyć tamten rozdział. Veronica westchnęła i wymamrotała coś pod nosem. Nie odezwałam się. Bałam się, że zacznie wypytywać, że zacznie coś widzieć. Nie chciałam na razie jej o tym mówić.
Nim się obejrzałam na korytarzu rozbrzmiał dzwonek rozpoczynający lekcje. Pożegnałam się z Veronicą, która miała mieć właśnie zajęcia z szybkiego pisania a ja udałam się na drugie piętro wchodząc do klasy numer trzy. Rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca, ale w tym samym momencie usłyszałam głos dochodzący z końca klasy.
- Emma, tutaj! - Głos osoby wydawał się znajomy. Widząc twarz Alexa mimowolnie mi ulżyło. Sprawnie ruszyłam w jego stronę i usiadłam na miejscu obok.
- Cześć. Nie wiedziałam, że chodzimy razem na chemię.
- I prawdopodobnie na francuski i algebrę również. Nie pozbędziesz się mnie. - Zaśmiał się wesoło i spojrzał w moje oczy. Rany, Alex był tak cholernie pozytywnym człowiekiem, że zaczynałam się zastanawiać co z nim jest nie tak.
Lekcja chemii dłużyła się niesamowicie. Nie przepadałam za przedmiotami ścisłymi, raczej wolałam uczyć się języków. Po dzwonku razem z Alexem wyszłam z klasy udając się na piętro niżej, gdzie mieliśmy mieć algebrę. Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy nie poznałam człowieka, który choć trochę lubiłby algebrę. Klasa była otwarta, więc weszliśmy do środka. Zajęliśmy przed ostatnią ławkę przy oknie i sięgnęłam do kieszeni po telefon. Widząc na ekranie wiadomość od Very odczytałam ją szybko.

Od: Veronica
Następna przerwa – stołówka. Pamiętaj! 

Zaśmiałam się pod nosem i zablokowałam ekran odkładając telefon na blat ławki. Wyprostowałam się i ujrzałam jak do klasy wchodzi wysoki brunet – Arthur. Jedyne co  było charakterystyczne to dosyć widoczna śliwa pod jego prawym okiem. Zacisnęłam usta w wąską linię i przysunęłam się  bardziej do Alex'a. Nie sądziłam, że będę miała z nim lekcje.
Chłopak usiadł w ławce i ukrył w dłoniach twarz. Zerknęłam na Alex'a i zaryzykowałam.
- Co mu się stało? - Spytałam szeptem z nadzieją, że nikt oprócz nas tego nie usłyszy. Alex uniósł dłoń i przeczesał swoje jasne włosy rozglądając się dyskretnie na boki.
- Chodzą dziwne plotki, ale nie wiem co z tego jest prawdą. Najpierw mówili, że dostał od jakiegoś faceta, który dobierał się do jego dziewczyny, druga plotka to taka, że nie dał komuś prochów na czas a trzecia.. dostał od ojca. - Wzruszył ramionami i spojrzał w moje oczy. Na samą myśl po moim ciele przeszedł nieprzyjemny prąd. - Lepiej z nim nie zadzierać. Może nie jest aż taki zły, ale zna dużo osób, które mogłyby zniszczyć życie każdemu. - Pokręcił głową na boki i poprawił zegarek na swoim nadgarstku. - Można powiedzieć, że miałem z nimi kiedyś małą sprzeczkę kiedy dowiedzieli się, że... po prostu, że jestem gejem.
- To okropne.. - Mruknęłam niezbyt zadowolonym głosem.
- Okropne, ale oni mają gdzieś uczucia innych. Sądzą, że jak ci dokopią to będą jeszcze fajniejsi. Gówno prawda. Wszyscy się ich boją, ale według mnie to banda chamów.
-  Czyli mam się od nich trzymać z daleka, tak? - Uniosłam brwi do góry. Alex pokiwał energicznie głową do przodu i do tyłu.
- Zdecydowanie.

Po 45 minutach udałam się na stołówkę. Tak jak prosiła Veronica. Dziewczyny przypisały mnie do „działu” modowego – jeżeli można to tak nazwać. W sumie nie było tak źle. Interesowałam się modą i wydawało mi się, że to akurat dla mnie. Na spotkaniu byli wszyscy, oprócz Arthura. Może nie chciał zbędnych pytań co się stało?
Po wyjściu ze szkoły momentalnie udałam się do domu, gdzie był już Chris. Przywitałam się z nim i od razu udałam do swojego pokoju. Nie sądziłam, że po sześciu godzinach lekcyjnych mogę być taka padnięta. Usiadłam na łóżku i sięgnęłam po swojego laptopa włączając go. Nie zdążyłam zrobić nic, ponieważ od razu przyszedł komunikat, że Badmonster95 przysłał wiadomość.

Badmonster95: Stęskniłem się..
Littlelonelygirl: Rozmawialiśmy wczoraj. 
Badmonster95: No właśnie. Dlatego się stęskniłem. Wszystko w porządku? 
Littlelonelygirl: Tak. Mam dużo zadane. A dopiero poniedziałek. Czuje się wykończona. A u Ciebie? Wszystko okay?
Badmonster95: Oprócz tego, że mam dość szkoły, to raczej nie narzekam. 
Littlelonelygirl: Odpowiesz mi na jedno pytanie?
Badmonster95: Tak?
Littlelonelygirl: Dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać? Było już tak wiele okazji.. 
Badmonster95: Spokojnie, nie jestem starym pedofilem, który lubi nastolatki. O to możesz być spokojna. Poza tym, tłumaczyłem Ci to już. Chce Cię chronić od mojego, chorego świata. Zasługujesz na coś znacznie lepszego. Na kogoś znacznie lepszego niż ja. Może kiedyś.. Po prostu zaufaj mi. Nie chcesz być wciągnięta w to wszystko co mnie otacza. Ostatnio dzieje się wiele bardzo złych rzeczy. Powoli sobie nie radzę. 
Littlelonelygirl: Chce Ci pomóc. Na to też mi nie pozwolisz?
Badmonster95: Tutaj nie da się pomóc. Nie martw się Emma. Nie o mnie. Ja sobie dam radę. Martw się o siebie. Ja muszę być teraz ostrożny. Chyba mam jedną osobę, której muszę się pozbyć.
Littlelonelygirl: Czekaj! Co?! W jaki sposób pozbyć? 
Littlelonelygirl: Halo? Odpowiedz mi! Nie rób nic głupiego!

Badmonster95 wylogował się.

Jasna cholera! Jeszcze tego brakowało. Pieprzony dupek. Dlaczego ja w ogóle utrzymuje z nim jakikolwiek kontakt? Byłam zdenerwowana. Jak zwykle. Cholera, ja po prostu bałam się, że zrobi coś głupiego.
Zbiegłam szybko na dół i wsunęłam na nogi buty. Chwyciłam za klamkę, ale w tym samym momencie usłyszałam głos mamy. Nawet nie wiedziałam kiedy przyszła.
- Wybierasz się gdzieś? Emma, zaraz podam obiad.
- Muszę się przejść. Niedługo wrócę. - Odparłam i wyszłam na zewnątrz. Uniosłam głowę i dopiero teraz zorientowałam się, że zrobiło się pochmurnie. Zamiast czystego nieba ujrzałam brzydkie, szare chmury. Ale miałam to teraz gdzieś.
Szłam centrum miasta patrząc na wszystkich ludzi, którzy przechodzili obok mnie. Różnili się wieloma rzeczami.. kolorem skóry, włosów, sposobem ubierania. Można powiedzieć, że w Los Angeles była mieszkanka wszystkich narodowości. W sumie było to jedno z najbardziej popularnych miejsc na całym świecie. Zazwyczaj kojarzone było z różnymi celebrytami. W sumie fajnie byłoby wyjść na ulice i spotkać kogoś sławnego, ale to było wręcz niemożliwe. To jak szansa jedna na milion. Uniosłam głowę do góry i zorientowałam się, że przeciągu tych kilku minut zrobiło się jeszcze ciemniej a na ulicach  było coraz mniej ludzi. Westchnęłam pod nosem i ruszyłam dalej przed siebie. Przymknęłam powieki i poczułam na twarzy pierwsze krople chłodnego deszczu. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam na boki. Skręciłam w boczną uliczkę. Tak właściwie nie miałam bladego pojęcia gdzie idę. Często wychodziłam na samotne spacery, aby poznać okolicę. Oczywiście był przypadek, że zdążyłam się zgubić, ale zazwyczaj trafiałam bez problemu z powrotem do domu.
Idąc widziałam niewysokie kamienice z ciemnej cegły, ogólnie rzecz biorąc nieprzyjemne dla oka otoczenie. Wydawało mi się, że to jest ta ciemniejsza strona Los Angeles.

Zerknęłam w bok na puste boisko do koszykówki, ale nie trwało to długo. Ktoś mocno chwycił mnie za ramiona i poczułam dosyć mocne uderzenie w głowę. Przed oczami zauważyłam jedynie ciemność...

--------------------------
I dotarliśmy do czwartego rozdziału. Może skończyło się dosyć drastycznie, ale obiecuję, że będzie niebawem nieco lepiej.  Byłam wręcz przekonana, że dodam go w przyszłym tygodniu, ale jednak udało mi się napisać go jeszcze dzisiaj.
WOW! Jestem pod wrażeniem! Ponad tysiąc odwiedzić. To naprawdę dla mnie bardzo, bardzo, bardzo ważne. Chciałabym Wam po raz kolejny podziękować za te wszystkie komentarze i liczę, że pod tym rozdziałem również pozostawicie za sobą ślad w formie komentarza. To taka miła niespodzianka dla "autora".
Jeżeli macie jakieś pytania zapraszam na mojego twittera: @verrecasgirl
Zapraszam również do obserwacji mojego instagrama: @verrecasgirl
Z racji tego, że żadna osoba nie jest chętna, aby stworzyć fanpage'a o moim ff - na razie z tego rezygnuje. Może w przyszłości. :)
Zapraszajcie swoich znajomych do czytania mojego ff! Haha!
Miłego dnia!
Kocham Was bardzo mocno,
Patrycja.


8 komentarzy:

  1. Sprawie ci ta miłą niespodziankę i dodam komentarz :D hahah
    Rozdział cudowny jak poprzedni, akcja rozkręca się, aż nie mogę się doczekać następnego rozdziału
    I mam jedno pytanie... Jak moglas zakończyć w takim momencie?! Hahah nie no przynajmniej tym bardziej będę odświeżac twego bloga żeby jak najszybciej przeczytać nowy rozdział hahaha
    Ciekawi mnie bardzo też kim jest badmonster95... Fajnie by było gdyby to Arthur nim był hahaha
    Jeszcze raz naprawdę dobry rozdział i czekam na następny <3
    Pozdrawiam x
    @mcvampxs

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe kto to był? Nie mogę się doczekać nn. Piszesz świetnie i przyjemnie się czyta. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny wspaniały rozdział, chociaż nie rozumiem jak możesz być dla nas tak okrutna?! Zakończyć w takim momencie... :P No ale mam nadzieję, że będziesz miała czas i natchnienie, i szybko dodasz następny <3 czekam niecierpliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mega mi sie podoba, czekam na dalszą część! ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział *.*
    @Togetherwithus4

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż... Dziękuję Ci, że wysłałaś mi linka do tego bloga na TT. Tak przyjemnie się to czyta. Masz wielki talent - niby zwykłe ff, ale tak dobrze napisane... Nie wiem co napisać, bo to jest po prostu genialne...

    Weny!
    xxNattyxx

    OdpowiedzUsuń
  7. zaobserwowałam + dzieje się coraz więcej, jest coraz lepiej, tylko tak trzymać! ;)

    OdpowiedzUsuń