7.4.15

Rozdział Drugi

Lekcja angielskiego minęła mi dosyć szybko. Po wyjściu z sali zeszłam na dół idąc długim korytarzem rozglądając się na boki w poszukiwaniu swojej szafki.
Byłoby to znacznie prostsze, gdyby nie grupka chłopaków stojących tuż przy numerku 207 – który również wyryty został na moim kluczyku. Sprawnym krokiem podeszłam do dość wysokiego chłopaka, który plecami stał oparty właśnie o moją szafkę.
- Mógłbyś się przesunąć? Mam tutaj szafkę. - Mój głos prawdopodobnie zadrżał, kiedy wzrok szatyna powędrował na moją twarz. Na jego ustach pojawił się zadziorny uśmieszek. Tak jak przypuszczałam – nie zapowiadało się na szybkie rozegranie sprawy.
- Nie, nie mogę. - Patrzył na mnie rozbawionym wzrokiem. Pokręciłam głową na boki nie chcąc odpuścić.
- Raczej musisz. - Mruknęłam niezbyt przyjemnym głosem.
- Jedyną osobą, która musi coś zrobić, to Ty. A wiesz co? Musisz uważać na to kim tutaj jesteś.
- Dupek. - Szepnęłam, ale on nie przyjął tego jako obraza.
- Arthur, miło mi. - Puścił mi oczko i już miałam coś odpowiedzieć, ale Veronica mi na to nie pozwoliła.
- Daruj sobie Wilson i znajdź inną ofiarę, okay? - Dziewczyna odepchnęła go lekko na bok. Odpuścił, ale zanim o zrobił zdążył mnie pięknie zmierzyć wzrokiem.
- Kto to? - Spytałam cicho a ona wywróciła oczami.
- Arthur Wilson. Serio uważaj na niego. Typek ma pełno hajsu, robi za gwiazdę szkoły, a jego dziewczyna to typowa dziunia. - Wzruszyła jakby obojętnie ramionami i pociągnęła mnie za łokieć prowadząc do wielkiej – jak się domyśliłam – stołówki. Usiadłyśmy przy stoliku a blondynka podała mi plik jakichś kartek. - Nie wiem czy już wiesz, ale u nas w szkole trzeba zapisać się na tak zwane zajęcia dodatkowe. Możesz sobie coś z tego wybrać. Ja osobiście jestem redaktorką szkolnej gazetki, więc zapraszam jak masz do tego cierpliwość. Aktualnie zajmujemy się balem maturalnym. Szukamy zdjęć, informacji i wszystkich innych pierdół związanych z danymi uczniami przez te wszystkie lata. - Uśmiechnęła się szeroko. Jejku dopiero teraz zorientowałam się ile ona mówi.
Mama często mi mówiła, ze zbyt dużo nadaję, ale ona przebiła mnie w 100 %.
- Brzmi całkiem fajnie. - Wzruszyłam ramionami i spojrzałam w jej oczy. Wydawała się być osobą zaradną i na pewno przebojową.  Dla mnie osobiście były to cechy zdecydowanie pozytywne.
- To jak, zapisać Cię? Każda para rąk nam się przyda. - Uniosła brwi do góry. W sumie nawet długo nie zastanawiając się skinęłam głową. Miło byłoby współpracować już z osobą, którą się zna. Jeden problem z głowy. - Nasze spotkania odbywają się w każdy czwartek na piątej godzinie lekcyjnej. Nauczyciele o tym wiedzą, więc wystarczy im dać jedynie taką kartkę do podpisu. Potem Ci ją skseruję. - Wzruszyła ramionami a ja przyłapałam siebie samą jak wlepiam wzrok w chłopaka, którego spotkałam przy szafkach.
- Ems, nawet sobie o nim nie myśl. Jest wręcz nieosiągalny. Poza tym, to cham.
- Tak tylko..zerknęłam. - Powiedziałam cicho i odgarnęłam kosmyk włosów za ucho.
Przez całą przerwę siedziałyśmy na stołówce, a w sumie reszta lekcji minęła naprawdę szybko. Na razie wcale nie było tak źle jak sobie wyobrażałam. Chyba, że to tylko pozory.
Po zakończeniu ostatniej lekcji udałam się do swojej szafki, z której wyciągnęłam wszystkie rzeczy i wyszłam na zewnątrz czekając na Chrisa. Przysiadłam na murku i przymknęłam na moment powieki czując jak promienie słoneczne otulają moją twarz. Uwielbiałam taką pogodę.
- Nie ma jeszcze mamy? - Po usłyszeniu głosu brata otworzyłam jedną powiekę i wzruszyłam lekko ramionami rozglądając się.
- Najwidoczniej jeszcze nie. Jak Ci minął pierwszy dzień? - Uśmiechnęłam się lekko. Chris usiadł obok mnie stawiając swój plecak między nogami.
- Nuda. Nic ciekawego. A Tobie? Zapisałem się do drużyny koszykarskiej. Byłem na pierwszym treningu. - Powiedział z wyraźną dumą w głosie. Odkąd pamiętam Chris uwielbiał sport. W szczególności koszykówkę. Pamiętam jak tata zabrał go kilka lat temu na mecz i od tamtego momentu stał się wielkim fanem.
- Poznałam jedną dziewczynę. Jest bardzo fajna, ale dużo gada. - Zaśmiałam się cicho i przeczesałam palcami swoje włosy.
- Jak Ty? - Poruszał zabawnie brwiami. Uderzyłam go lekko dłonią w ramię i pokręciłam głową na boki.
- Bardziej. Dajesz wiarę? - Otworzyłam szeroko oczy i kontynuowałam swoją wypowiedź. - Ale gratuluje zapisania się do drużyny. Ja zapisałam się do gazetki szkolnej ale tylko dlatego, że Veronica tam chodzi.
- No to nieźle. Może zrobisz wkrótce ze mną wywiad jako kapitan drużyny. - Uśmiechnął się szeroko pokazując przy tym szereg swoich białych zębów.
- Kto wie. - Poruszyłam zabawnie brwiami w tym samym czasie słysząc klakson samochodu. Oboje odwróciliśmy głowy i ujrzeliśmy naszą rodzicielkę. Powoli wstałam i podążając za Chrisem wsiedliśmy do samochodu.

- Emi, mamy poważną sprawę. - Zaczęła Veronica, kiedy tylko odebrałam telefon. - Dzisiaj jest impreza a Ty musisz iść na nią razem ze mną. Nie przyjmuje odmów. Poznasz ludzi, rozerwiesz się. Zobaczysz, że będzie fajnie.
Po jej słowach otworzyłam szerzej powieki. Wiedziałam, że będzie ciężko przekonać mamę, aby wypuściła mnie samą z domu.
- Sama nie wiem..
- Oh Boże, Twój brat też idzie. Widzimy się po 8:00. - Powiedziała szybko i rozłączyła się. Pokręciłam głową na boki i rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu zegarka. W tamtym pokoju znajdował się on całkowicie w innym miejscu.
Zostały mi tyko dwie godziny.  Sprawnym ruchem, bez pukania weszłam do pokoju Chris'a i spojrzałam na niego otwierając szeroko oczy.
- Okradli nas? Zabili kogoś? - Spytał na wejście. Usiadłam obok niego na łóżku i zwróciłam głowę w jego stronę.
- Słyszałam, że idziesz na imprezę. Mama wie? Bo.. ja też idę. - Uśmiechnęłam się jakby dumnie.
- Mówiłem jej. Powiedziała, że możemy iść, ale mamy wrócić przed północą. Wiesz jaka jest mama. W takim razie lepiej się szykuj. Zostało mało czasu. - Wzruszył ramionami i nałożył na uszy słuchawki włączając muzykę z telefonu.

Byłam gotowa na równą 8:00. Nie zakładałam mega krótkich spódniczek i butów na Bóg wie jakiej szpilce. Przystałam przy zwykłych jeansach i wygodnych butach. Poprawiłam delikatny makijaż i biorąc telefon zeszłam na dół, gdzie zauważyłam przygotowanego do wyjścia Chrisa.
- Mamo! To my wychodzimy! - Krzyknął otwierając przede mną drzwi. Nie czekając na odpowiedź wyszliśmy na zewnątrz udając się w umówione miejsce.
W środku wielkiego, naprawdę wielkiego domu znajdował się nie mały harmider. Pełno ludzi, dym unoszący się z papierosów i zapach alkoholu. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam na boki. Widząc idącą w moją stronę wystrojoną blondynkę odetchnęłam z ulgą. Chyba nie mogłabym siedzieć tu sama.
- Cześć! Nareszcie jesteście! - Ucałowała mój policzek i pociągnęła mnie za nadgarstek w głąb mieszkania. Obejrzałam się tylko za Chrisem, ale zauważyłam, że jego również już ktoś porwał.
- Strasznie dużo tu ludzi. - Zauważyłam z niemałym zdziwieniem. Veronica skinęła głową i wsunęła mi do dłoni szklankę z napojem. Napojem, raczej alkoholem.
- Wszyscy, którzy liczą się w naszej szkole. - Poruszała zabawnie brwiami. - Muszę Ci kogoś przedstawić. - Podeszła do jakiegoś chłopaka i pociągnęła go za dłoń, aby odwrócił się w nasza stronę. Jego brązowe tęczówki od razu spoczęły na mnie a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Ah, a więc to jest ta piękność o której mi opowiadałaś. - Wyciągnął w moją stronę dłoń. - Alex.
- Emma. - Przedstawiłam się szybko i uścisnęłam jego dużą dłoń. Miał perfekcyjnie ułożone włosy i dopasowane ubranie. Nie zachowywał się jak zwykły chłopak.
- Alex, słuchaj. Ems jest tu nowa, więc musimy ją troszkę rozruszać a Ty zamiast zajmować się swoim chłopakiem mógłbyś zrobić coś dla mnie. - Uśmiechnęła się uroczo na co Alex wywrócił jedynie oczami. „ Zajmować swoim chłopakiem” - i wszystko jasne. Alex był po prostu..gejem. Nie, nie miałam do tego jakichś dziwnych uprzedzeń. Tolerowałam to bo przecież byli takimi samymi ludźmi jak i my.
- Ależ oczywiście. Dla Ciebie wszystko. - Musnął przelotnie policzek Very i wziął mnie pod rękę wyprowadzając na zewnątrz, gdzie znajdowało się jeszcze więcej osób niż w środku. - Skąd jesteś? - Spytał uśmiechając się szeroko. Usiedliśmy na jednym z leżaków, który znajdował się przy naprawdę sporym basenie. Zastanawiało mnie to, kogo jest ten dom.
- Ja? Urodziłam się w Waszyngtonie, ale przyjechałam z Dallas. Mieszkaliśmy tam zanim przyjechaliśmy tutaj. - Odpowiedziałam zwięźle i odwróciłam wzrok na bok. Alex cały czas coś do mnie mówił, ale mój wzrok przykuło coś innego a raczej ktoś.
Ten sam chłopak, którego spotkałam dzisiaj przy szafkach – Arthur, jeżeli dobrze zapamiętałam. Stał z boku z innym, wysokim, czarnoskórym wręcz mężczyzną. Arthur wyjmował coś z kieszeni a następnie wręczył to drugiemu za co dostał jak dobrze ujrzałam plik pieniędzy. Wszystko byłoby niby w porządku, gdyby nie jego sztywne ruchy. Był jakiś zbyt nerwowy. To nie mogła być tak prosta rzecz na jaką się wydawało.  Szatyn schował szybko banknoty do kieszeni po czym pożegnali się. Arthur uniósł wzrok dostrzegając mój wzrok. Jasna cholera, wiedział, że patrzyłam.
- Przepraszam, muszę do łazienki. - Powiedziałam szybko i powoli wstałam wypijając trunek, który znajdował się w szklance. Postawiłam ją obok udając się do środka. Czułam jak moje serce szybciej bije. Albo miałam przewrażliwienie, albo wydawało mi się, że ktoś za mną idzie. Weszłam po schodach na górę. Na piętrze znajdowała się.. ciemność. Rozejrzałam się w poszukiwaniu łazienki, ale jedyne co poczułam to czyjeś dłonie a następnie zimną ścianę, którą dotykałam plecami. Bałam się otworzyć oczu. Naprawdę bałam się, ale zrobiłam to. Przede mną stał wysoki szatyn patrzący na mnie ze zdenerwowaniem.
- Powiedz, co widziałaś. - Powiedział poważnym głosem zaciskając mocniej dłonie na moich ramionach.
- Nic. - Wycedziłam, wbijając wzrok w tenisówki kolesia. Zacisnęłam usta w wąską linię próbując nie patrzeć w jego oczy.
- Spróbuj komuś coś wygadać a źle to się dla Ciebie skończy. - Mruknął przybliżając twarz do mojego ucha.
- Zostaw mnie.
- Już raz zalazłaś mi za skórę. Do trzech razy sztuka tak? Dzisiaj jest drugi. Następny może być ostatnim. - Uśmiechnął się seksownie i po prostu odszedł.
Przez jakiś czas stałam tam wpatrując się w ścianę. Jasna cholera, co to właśnie miało być?! Czy on mnie nastraszył?! Jeżeli tak to ma wszystko wyglądać to coś czuję, że zrezygnuje z tej szkoły jak najszybciej, a jeżeli to nie podziała to pożegnam się z Los Angeles raz na zawsze.

 -----------------------------
Za nami już dwa rozdziały i nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę widząc Wasze komentarze. Oby tak dalej! Bardzo Wam dziękuję, że przetrwaliście przez pierwszy rozdział. W drugim sytuacja już troszkę się rozwija, także mam nadzieję, że zostaniecie przy moim ff.

Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam na mojego twittera:
@verrecasgirl

Zapraszam również do obserwowania mojego instagrama:
@verrecasgirl

11 komentarzy:

  1. Super *.* akcja nie toczy się zbyt szybko ani zbyt wolno. Wątek ciekawy, powiem ze nawet bardzo. Powodzenia xx toriabeztajemnic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział ciekawy czekam na nn życzę dużo weny xx fireinmyhandsff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na następny rozdział, bo przypadło mi do gustu twoje opowiadanie.
    I dlaczego?! Dlaczego Alex jest gejem!?!?!? Nie no to było zaskoczenie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg! Kochaam
    Cudowny rozdział :) :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :)) Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny ♥ czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne ff jak i rozdział, oby tak dalej :) czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu dlaczego to sie tak szybko konczy ? Bardzo wciąga czekam na następny *.* dużo weny życzę @roksijakpuma

    OdpowiedzUsuń
  9. No, no. Jestem pod wrażeniem. Po pierwszym rozdziale byłam sceptycznie nastawiona do tego ff, jednak muszę przyznać, że jest bardzo dobrze. Popełniłeś kilka błędów językowych itd., ale to nic dziwnego, skoro to Twoje pierwsze ff. Na pewno będę czytać dalej. Szkoda tylko, że rozdziały są takie krótkie. 😡
    I jeszcze jedno - nie wiem, czy to tylko ja, ale Arthura wyobrażam sobie jako Justina. 😂
    Ogólnie bardzo przyjemnie się czyta. Życzę Ci powodzenia i nie mogę się doczekać trzeciego rozdziału!
    @helloneilhorny

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedy następny ? @xcolorful_girlx

    OdpowiedzUsuń
  11. O jejku, jak się cieszę, że tu trafiłam! Masz trochę błędów (o których pisałam Ci na tt), ale to nic. Opowiadanie jest naprawdę fajne i widzę, że to coś więcej niż tylko romans z dwójką licealistów. Ogółem to Ci powiem, że podoba mi się dobór gwiazd do bohaterów. No i co? No czekam na kolejny rozdział, jestem ciekawa jak dalej się potoczą losy Emmy. :D

    OdpowiedzUsuń